czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 21

Weronika: 
- Pani Weroniko? - zwróciła się do mnie recepcjonistka.
- Tak? - spytałam. 
- Lekarz już na panią czeka.
- Dobrze. - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę gabinetu spoglądając na zdziwioną przyjaciółkę. Wiedziała, że teraz nie mam czasu  jej tego wytłumaczyć. Zapukałam do gabinetu i usłyszałam :
- Prosze. - i weszłam do środka.
- Dzień Dobry.
- Witam. - odpowiedział i wskazał mi miejsce, na które się skierowałam. Strasznie się bałam, miałam nadzieje, że słowa, które zaraz usłyszę ucieszą mnie, ale myliłam się.
- A więc może odrazu przejdziemy to konkretów?
- Słucham. - powiedziałam zniecierpliwiona.
- Nie ma dla pani dobrych wiadomości. - powiedział i w moich oczach pojawiły się łzy. Przez kolejne 20 minut starałam się wsłuchać w słowa lekarza, ale bardziej byłam skupiona na tym, że nigdy nie będę mogła dać Robertowi potomka.
- Dziękuje i dowidzenia. - powiedziałam i opuściłam gabinet. Wyszłam podążyłam do przyjaciółki. Bez słowa sie do niej wtuliłam i wybuchnęłam głośnym płaczem. Klaudia przytuliła mnie jeszcze mocniej do siebie. Stałyśmy tak jakiś czas gdy w końcu postanowiłyśmy opuścić to miejsce. Byłyśmy już na parkingu.
- Powiesz mi co się stało? - spytała Klaudia.
- No bo ja wcześniej robiłam badania i dzisiaj miałam odebrać wyniki i okazało się, że.... że nie... nie mogę mieć dzieci. - odpowiedziałam i znowu wybuchłam głośnym płaczem, no co natychmiast zareagowała przyjaciółka i mocno przytuliła.
- Ej wszystko będzie dobrze. - mówiła Klaudia.
- Nie, ja nie mogę mieć dzieci,  a  wiem jak Robert tego chcę. Nigdy nie będę mogła mu tego dać.
- Nie zapominaj, że on Cie kocha.
- Też go kocham, ale chcę, żeby był szczęśliwy.
- Skąd wiesz, że nie jest. Weronika, Robert cię kocha i jest z tobą szczęśliwy.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? - spytałam.
- Widzę, jak na ciebie patrzy, jak się przy tobie zachowuje. Jesteś dla niego najważniejsza.
- Ale...
- Żadne ale. A teraz dawaj kluczyki i wsiadaj do samochodu. - powiedziała Klaudia, a ja jej grzecznie posłuchałam. Całą drogę do domu Klaudii nie zamieniłyśmy ani słowa. Po 20 minutach byłyśmy już na miejscu. Wysiadłyśmy z auta i udałyśmy się do domu. Na samym wejściu słyszałyśmy głos chłopaków grających w Fifę. Klaudia weszła do salonu a ja udałam się za nią.
- Yhhyy. - wypowiedziała i zaraz chłopaki zauważyli, że nie są już sami.
-  Cześć kochanie. - powiedział Robert i podszedł, aby mnie pocałować. Czułam na sobie czyjś wzrok. Domyślałam się, że może to być wzrok przyjaciółki. Patrzyła na mnie wzrokiem, który mówił sam za siebie. Wiedziałam, że chodzi jej o naszą wcześniejszą rozmowę.
- To jak w takim razie już jesteśmy we czwórkę to może zjemy jakiś obiad? - spytała Klaudia.
- Z chęcią. - odpowiedział Lewy i pocałował mnie w policzek.
- To w takim razie my pójdziemy do sklepu, a wy tu sobie posiedźcie i pogadajcie. - powiedziała Klaudia i pociągnęła Moritza w stronę wyjścia. W pewnym momencie myślałam, że ją zabiję, ale stwierdziłam, że prędzej czy później będę musiała z Robertem o tym porozmawiać. Fakt nie byłam na to przygotowana, ale stało się.
- Coś się stało, bo widze, że płakałaś? - spytał napastnik BvB.
- Robert, bo ja byłam u lekarza.
- Czemu ? Co się stało? - pytał zdenerwowany.
- Robiłam badania i...- mówiłam i po policzkach zaczęły spływać mi łzy. - Robert ja nie będę mogła mieć dzieci. - po wypowiedzeniu tych słów schowałam twarz w dłoniach, bo bałam się spojrzeć mu prosto w oczy.
*********************************************************************************
Przepraszam dzisiaj krócej niż zwykle, ale nie mam weny. Mam nadzieję, że się wam spodoba.

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 20

Dzisiaj miałam spędzić cały dzień z Weroniką. Wstałam o 10, poszłam do łazienki, aby się ogarnąć. po 20 minutach byłam już ubrana, uczesana i zeszłam na dół. Moritz jeszcze spał, więc ja postanowiłam iść do kuchni i zrobić gofry. Po 15 minutach śniadanie było już gotowe, musiałam jeszcze tylko nakryć do stołu. Podeszłam do szafki, gdzie znajdowały się talerze, miałam je już wyciągnąć, ale poczułam jak Moritz mnie przytula. Po chwili obrócił mnie do siebie i zaczął całować.
- Kochanie nie zapędzaj się za półtorej godziny masz trening.
- No dobrze. - powiedział i pocałował mnie w policzek. - Idziesz ze mną na trening?
- Nie, dzisiaj mam wolne i postanowiłam,że spędzę ten dzień z Weroniką. - odpowiedziałam.
- A ja co mam robić? - spytał z smutna miną.
- Zróbcie sobie z Robertem męski wieczór. - powiedziałam i pocałowałam go.
- Przekonałaś mnie. - powiedział z uśmiechem. - Ale następny wolny dzień spędzasz ze mną.
- Oczywiście, a teraz czas na śniadanie. - odpowiedziałam z uśmiechem i sięgnęłam talerze. Piłkarz zajął swoje miejsce, ja również poszłam w jego ślady. Po zjedzeniu śniadania Mo pozmywał naczynia, ja natomiast udałam się do salonu. Ułożyłam się wygodnie na sofie i czekałam aż przyjaciółka zadzwoni. Moritz po zmyciu naczyń udał się na górę po torbę. W końcu usłyszałam ten oczekiwany dźwięk  Weronika postanowiła w końcu się do mnie odezwać co z naszym dzisiejszym dniem.
- Hej. - powitałam radośnie przyjaciółkę.
- Hej. - odpowiedziała.
- To jak zaczynamy nasz dzisiejszy dzień?
- Myślałam o tym żebyśmy poszły na zakupy.
- Dobry pomysł.
- A powiedz kiedy ostatni raz byłaś u ginekologa? - spytała.
- No jakieś dwa miesiące temu.
- Może czas znowu go odwiedzić?
- Nie wiem czy znajdzie dzisiaj czas. - odpowiedziałam.
- Daj mi numer to ja zadzwonię i cię wcisnę. - oznajmiła.
- Zaraz wyślę Ci sms'a z numerem. To o której się spotykamy i gdzie?
- Za jakieś 30 minut będe po ciebie.
- To czekam. Pa. - powiedziałam i się rozłączyłam. Wyszukałam numer lekarza w notesie i wysłałam go Weronice.
- Ide na trening! - krzyknął pomocnik BvB. Szybkim krokiem doszłam do przedpokoju gdzie znajdował się piłkarz.
- Buziaka nie dostane ? - spytałam z lekkim oburzeniem.
- Oczywiście, że dostaniesz. - odpowiedział podchodząc do mnie. Przyciągnął mnie do siebie i zaczął namiętnie całować, aż nie chciałam aby to się skończyło. - Do jutro w takim razie. - powiedział.
- Kocham Cię!. - krzyknęłam.
- Ja ciebie też. - odpowiedział, wsiadł do samochodu i odjechał. Weszłam do domu. Kierowałam się w stronę kuchni, aby nalać sobie wody, ale przeszkodził mi dźwięk telefonu. Poszłam po niego do salonu. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, na wyświetlaczu pojawił się numer mojej mamy. Czyżby po 7 miesiącach przypomniała sobie, że ma córkę.
- Cześć mamo. - przywitałam ją grzecznie.
- Witaj córeczko. - usłyszałam.
- Coś się stało, że dzwonisz po 7 miesiącach? - spytałam zaciekawiona jaki powód skłonił ją do wykonania telefonu.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś o ciąży i o tym, że masz tam chłopaka? - spytała z wyrzutami.
- A co by to zmieniło? - odpowiedziałam pytaniem.
- Kochanie jestem twoją matką i mam prawo wiedzieć co się dzieje w twoim życiu.
- Jak chciałaś wiedzieć co u mnie trzeba było dzwonić częściej, a nie po 7 miesiącach się odzywasz.
- Nie bądź na mnie zła.
- Jak mam nie być zła, skoro przypomniałaś sobie o mnie po tak długim czasie?
- Miałam własne problemy, które musiałam pozałatwiać.
- Mogę wiedzieć co to za problemy?
- Rozstaliśmy się z ojcem. - odpowiedziała ze smutkiem.
- Jak to? Dlaczego?
- Miesiąc po tym jak wyjechałaś przyłapałam go na zdradzie.
- Co za hu...
- Przestań to twój ojciec.
- Prawda, ale nic go nie usprawiedliwia.
- Przepraszam Cię nie chciałam aby to tak wyszło. - słyszałam jak płacze.
- Mamo nic się nie stało, nie gniewam się. - odpowiedziałam. - A może przyjechała byś do nas? - spytałam.
- No nie wiem, nie chce robić wam problemu.
- Żaden problem. Jeszcze dzisiaj zarezerwuje Ci bilety.
- Sama sobie kupię.
- Mamo nie żartuj. Póki jeszcze jestem w domu wejdę na stronę lotniska i zarezerwuję Ci bilety, a dokładne informacje prześle Ci sms'em .
- Dziękuje córeczko. - powiedziała i w tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. - Juz Ci nie przeszkadzam, masz swoje plany.
- Nie przeszkadzasz. Zaraz wyślę Ci szczegóły co do biletu  Pa. - pożegnałam się z mamą i poszłam otworzyć drzwi. Stała w nich Weronika.
- Hej. Co tak długo? - spytała.
- Hej. Przepraszam, rozmawiałam z mamą. Wejdź. - odpowiedziałam i gestem reki zaprosiłam do środka.
- To co jedziemy?
- Jeszcze chwilka. Muszę zarezerwować bilety mamie. - odpowiedziałam i poszłam po laptopa. Udało mi się zarezerwować lot na czwartek. Wysłałam mamie wszystkie informacje i zeszłam na dół do przyjaciółki.
- Możemy iść. - powiedziałam i skierowałyśmy się do wyjścia. Wsiadłyśmy do samochodu Weroniki i ruszyłyśmy. Pierwszym naszym przystankiem była przychodnia. Przyjaciółka umówiła mnie na 12. Przed gabinetem znajdowałyśmy się o 11.50. Usiadłyśmy przed gabinetem i czekałyśmy na moją kolej. Po 10 minutach z gabinetu wyszła młoda dziewczyna.
- Proszę. - usłyszałyśmy głos wydobywający się z gabinetu. Wstałam z krzesła i zniknęłam przyjaciółce z oczu za drzwiami.
- Dzień Dobry. - powitał mnie lekarz i wskazał fotel, na którym miałam się ułożyć.
- Dzień Dobry. - odpowiedziałam i udałam się we wskazane miejsce. Badanie trwało 15 minut. Następnie zajęłam miejsce na przeciwko lekarza.
- Więc tak z dzieckiem wszystko w jak najlepszym porządku. - powiedział posyłając uśmiech, który odwzajemniłam. - Chciałaby pani znać płeć dziecka? - spytał po chwili.
- Tak. - odpowiedziałam układając usta w uśmiechu.
- Zadowoli to napewno pani chłopaka, będą mieli państwo synka. - usłyszawszy te słowa po policzkach zaczęły spływać mi łzy.
- Widzimy się za miesiąc. - powiedział lekarze.
- Dobrze. - odpowiedziałam. - Dziękuję i do widzenia.
- Do zobaczenia za miesiąc. - odpowiedział i opuściłam jego gabinet. Na korytarzu czekała Weronika.
- I jak ? - spytała kiedy mnie zauważyła.
- Wszystko jest okey. - odpowiedziałam.
- Czemu płakałaś?
- Ze szczęścia. Będziemy mieli synka. - odpowiedziałam i na powrót po policzkach zaczęły spływać mi łzy.
- Wariatko nie płacz. - powiedziała i mnie przytuliła.
- Dobra to co jedziemy na te zakupy? - spytałam.
- Tak, ale to jeszcze chwile może potrwać.
- Czemu? - spytałam.
- Pani Weroniko? - zwróciła się do niej recepcjonistka.
- Tak? - spytała......
*********************************************************************************
Mam nadzieję, że się wam spodoba. :)

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 19

4 miesiące później 

Ze snu wyrwało mnie szeptanie do ucha.
- Kochanie czas wstawać. - wymawiał dobrze znany mi głos. Postanowiłam nie otwierać jeszcze oczu. Moritz dalej próbował obudzić mnie swoim pociągającym głosem, leczy kiedy zorientował się, że to nic nie da zaczął mnie delikatnie całować.
- Nareszcie moja królewna się obudziła. - powiedział kiedy otworzyłam oczy. Ja nic mu nie odpowiedziałam, tylko się do niego uśmiechnęłam. - Wiem, że to było celowe. - uśmiechnął się i wrócił do całowania.
- Czas wstawać. - stwierdziłam.
- Czekam w kuchni. - powiedział i skierował się na dół, ja natomiast udałam się do szafy po wygodne ubrania. Następnie udałam się do łazienki, żeby się ogarnąć. Ubrana, uczesana i z lekkim makijażem zeszłam na dół do kuchni, gdzie czekał na mnie piłkarz. To co ujrzałam bardzo mnie zdziwiło, a zarazem ucieszyło. W kuchni czekało na mnie moje ulubione śniadanie. Na stole stały naleśniki z owocami, czekoladą i bitą śmietaną. Moritz wiedział co uwielbiam i strasznie mnie rozpieszczał odkąd zamieszkaliśmy razem i dowiedział się o ciąży. Zjedliśmy śniadanie, ja zaczęłam zmywać naczynia, natomiast Moritz poszedł na górę,  aby spakować torbę treningową. Po umyciu naczyń udałam się do salonu i nie siadając na kanapę włączyłam sobie telewizor. Przełączyłam na jakiś film i podeszłam do półki, na której leżał  mój telefon. Z telefonem w ręku odwróciłam się w stronę telewizora. Nagle poczułam jak ktoś mnie przytula, był to nie kto inny tylko piłkarz.
- Co jest słońce? - spytałam.
- A nic takiego. - powiedział i odwrócił mnie w swoją stronę. - Po prostu Cię Kocham. - dodał patrząc mi prosto w oczy.
- Ja Ciebie też. - powiedziałam i zaczęłam składać pocałunki na jego wargach.
- I to mi się podoba. - powiedział w przerwie między pocałunkami. Podczas wyznawania sobie miłości spojrzałam ukradkiem na zegarek była 13.
- Kochanie już 13.
- Trening dopiero na 14. - odparł i dalej zaczął mnie całować.
- A nie pomyślałeś, że mogą być korki?
- Racja.
- To co zbieramy się?
- Tak. - odpowiedział, ja szybko pobiegłam na górę po torebkę. Będąc już na dole wzięłam z szafki w korytarzu klucze i wyszłam z domu zamykając drzwi i udałam się do samochodu gdzie czekał na mnie pomocnik BvB. Nie myliłam się droga na stadion zajęła nam 40 minut, ponieważ były korki. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ani słowa. Pod stadionem znaleźliśmy się o 14.45. Przed wejściem jak zwykle spotkaliśmy chłopaków.
- Hej! - krzyknął Robert, kiedy nas zobaczył.
- Hej. - odpowiedzieliśmy i reszta grupki zwróciła się w naszą stronę.
- Co wy tu tak stoicie? Chcecie biegać karne kółka? - spytałam.
- Nie. - odpowiedział Kuba.
- No to jazda do szatni. - powiedziałam i piłkarze ruszyli w jej stronę, ja natomiast udałam się do swojego gabinetu. Wchodząc spodziewałam się stosu papierów na biurku jednak się myliłam, nie było ich dużo. Postanowiłam od razu zabrać się do pracy. Wypełnianie dokumentów zajęło mi niecałe pół godziny. Po skończonej pracy postanowiłam iść sprawdzić czy Weronika jest u siebie. Dochodząc pod jej gabinet poczułam lekkie kopnięcie w brzuch. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech. Zapukałam do gabinetu przyjaciółki.
- Proszę. - usłyszałam.
- Hej. - przywitałam radośnie fizjoterapeutkę.
- Cześć. - powitała mnie równie radośnie.
- Co tam u ciebie słychać? Nie odzywasz się.
- Dobrze. To samo mogę powiedzieć o tobie.
- Oj dobra nie gniewaj się na mnie.
- Nie gniewam się przecież wiesz.
- Skończyłaś na dziś czy masz coś jeszcze do zrobienia? - spytałam.
- Skończyłam.
- To co może pójdziemy na murawę?
- Jasne.
- Jutro mam wolne, więc może zrobimy sobie taki babski dzień?
- Z wielką chęcią. - powiedziała Weronika z uśmiechem.
- Moritza gdzieś wyślę i będziemy miały cały dom dla siebie.
- Niech Mo ugada się z Robertem. - powiedziała uśmiechając się.
- Dobry pomysł, żeby nie marudzili, że ich zostawiamy.
- To ustalone jutro mamy babski dzień. - powiedziała Weronika i wyszłyśmy z jej gabinetu udając się na boisko.  Jak zwykle chłopaki dawali w kość Klopp'owi, więc razem z Weroniką postanowiłyśmy zareagować.
- Co to ma być? - krzyknęła.
- Wzięlibyście się do  trenowania, a nie robicie za małpy w cyrku! - również wydarłam się na nich. Chłopaki po naszych sowach uspokoili się.
- Dziękuje dziewczyny. - powiedział Jurgen, kiedy do niego podeszłyśmy.
- Nie ma za co. - powiedziała fizjoterapeutka.
- Ktoś kiedyś musi ogarnąć nasze kochane małpki. - powiedziałam z uśmiechem co moi rozmówcy odwzajemnili. Trener poszedł do chłopaków, a ja wraz  z przyjaciółką zajęłyśmy miejsce na ławce. Siedziałyśmy na niej jakieś dwie godziny rozmawiając. Tematów nie było końca. W końcu piłkarze zakończyli trening, udali się do szatni, a ja z przyjaciółką do swoich gabinetów po rzeczy. Wraz ze swoimi rzeczami udałyśmy się przed stadion czekając na swoich ukochanych. Długo nie trzeba było czekać, bo wyszli jako pierwsi. Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę.
- Może odwiedzimy Adrian i Madzię? - spytałam.
- Dobry pomysł dawno u nich nie byliśmy. - powiedział. Zgodnie z planem pojechaliśmy w odwiedziny do Adriana. Posiedzieliśmy u nich do 20 i wróciliśmy do domu. Pierwsze co zrobiłam gdy tylko byłam już w domu to rzuciłam się na kanapę.
- Kochanie chcesz coś do jedzenia? - spytał Mo z kuchni.
- Nie dziękuję. - odpowiedziałam. - Jedyne o czym marzę to ciepła, relaksująca kąpiel i łóżko. - powiedziałam i znalazłam się na rękach u piłkarza.
- Co ty robisz? - spytałam.
- Niosę moją księżniczkę do łazienki.
- Ale ja jeszcze muszę wziąć piżamy.
- To zaniosę Cię do pokoju, a później do łazienki. - powiedział i tak zrobił. Wybrałam sobie wygodne piżamy. Następnie moje kochanie zaniosło mnie do łazienki. Wzięliśmy kąpiel, następnie zaniósł mnie to sypialni. Ułożyłam się spokojnie na łóżku obok mnie leżał już Moritz. Wtuliłam się w piłkarza i po 20 minutach zasnęłam w jego ramionach.
*********************************************************************************
Mam nadzieję, że się wam spodoba. Jeżeli tu zajrzeliście to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza. :)

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 18

(...) - A więc pana dziewczyna zemdlała na skutek osłabienia, co w jej stanie nie jest wskazane.
- Jakim stanie?
- Pana dziewczyna jest w ciąży. - oświadczył z uśmiechem.
- Dziękuje za informację. - powiedziałem posyłając uśmiech. Postanowiłem iść do Klaudii sprawdzić jak się czuje.
- Hej. - powiedziałem wchodząc.
- Hej. - przywitała mnie, a ja już siedziałem obok niej przy łóżku.
- I jak się czujesz? - spytałem.
- Lepiej. - odpowiedziała.
- Chciałbym Cię jeszcze raz przeprosić za to co się wydarzyło. Nie powinno to mieć miejsca przepraszam Cię. - mówiłem trzymając ją za rękę i poleciały mi  łzy. - Kocham Cię i nie chcę dłużej żyć bez ciebie. Proszę wybacz mi.
- Też Cię Kocham. - powiedziała ocierając swą ciepłą i delikatną dłonią łzy z mojego policzka.
- Mam takie pytanie
- Słucham.
- Wiem, że to może nie jest najlepsze miejsce do tego co za chwile zrobię, ale każdego dnia pragnę budzić się przy tobie i zasypiać. Mieć świadomość, że po ciężkim i wyczerpującym treningu ktoś czeka na mnie. - powiedziałem wstając ze swojego miejsca. Klęknąłem przed łóżkiem, na którym leżała i z kieszeni wyciągnąłem pudełko, w którym znajdował się pierścionek.
- Co ty robisz? - spytała zaskoczona.
- Coś co powinienem jak tylko Cię spotkałem. - powiedziałem i posłałem jej uśmiech. Zauważyłem jak jej piękne policzki nabierają rumieńców. - Wy...  Wyjdziesz za mnie? - spytałem obawiając się jej reakcji. W momencie, w którym odważyłem się spojrzeć w jej śliczne brązowe oczy zauważyłem jak po zarumienionych policzkach spływają łzy.
- Takk! - krzyknęła i w tym momencie stałem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Założyłem jej go na palec i na jej ustach złożyłem namiętny pocałunek. Jak miło było poczuć znów smak jej słodkich ust. Teraz mogłem sie tylko cieszyć, że znalazłem dla siebie tak wspaniałą dziewczynę i niebawem również matkę mojego dziecka.
- A teraz mi powiedz czemu nic mi nie powiedziałaś o ciąży.!? - wypowiedziałem te słowa, kiedy przestałem ją całować.
- O jakiej ciąży? - spytała zdziwiona.
- Rozmawiałem z lekarzem i powiedział, że jesteś w ciąży.
- Naprawdę? - spytała, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
- Naprawdę. - powiedziałem po czym przytuliłem ją. - Czemu płaczesz?
- Ze szczęścia. - powiedziała i wtuliła sie we mnie.
Klaudia:
Ocknęłam się w szpitalu. W mojej sali był akurat lekarz i sprawdzał czy wszystko jest ze mną w porządku. W końcu wyszedł i miałam czas dla siebie. Nie trwało to za długo, ponieważ po jakiś niecałych 5 minutach do sali wszedł Moritz. Szczerze mówiąc to nie myślałam, nawet nie brałam pod uwagę, że pierwszą osobą, którą zobaczę będzie właśnie on. Wchodząc do sali przywitał się. Nie obeszło sie również bez pytania jak sie teraz czuję. Następnie zaczął mnie znowu przepraszać za to co się wydarzyło we wtorek. Nie mogłam już dłużej bez niego żyć za mocno go Kocham, żeby po tym felernym zdarzeniu tak po prostu o nim zapomnieć. Po wyjaśnieniu sobie wszystkiego zdziwiło mnie jego zachowanie, kompletnie nie wiedziałam jak mam na to zareagować. Zamurowało mnie to co ujrzałam, choć w głębi duszy cieszyłam się jak małe dziecko z wymarzonej zabawki. Klęczał tak przez chwilę z wyciągniętym pierścionkiem, bez zastanowienia się zgodziłam i po chwili na moim palcu zagościł piękny pierścionek, następnie na swoich ustach poczułam jego wargi. Uwielbiałam te jego namiętne pocałunki. Kiedy przestaliśmy się już całować zdziwiły mnie słowa, które wypowiedział.
- A teraz słucham, czemu nic mi nie powiedziałaś o ciąży? - na te słowa doznałam lekkiego szoku.
- O jakiej ciąży ty mówisz? - pomyślałam, a zarazem wypowiedziałam te słowa.
- Lekarz mi powiedziała, że zemdlałaś na skutek osłabienia co w twoim stanie nie jest wskazane.
- Naprawdę? - spytałam niedowierzając, a po policzkach zaczęły znowu spływać mi łzy.
- Tak, naprawdę. - odpowiedział Moritz. - Czemu płaczesz? - spytał.
- Ze szczęścia. - odpowiedziałam i wtuliłam się w niego. W tej chwili byłam najszczęśliwszą osoba na świecie. Mam chłopaka, który mnie kocha jak mniemam i w drodze jest również dziecko. Poprosiłam Moritza, aby poszedł dowiedzieć się od lekarza kiedy mogę wyjść. Siedziałam sama w sali i nagle usłyszałam pukanie, nie zdążyłam nic odpowiedzieć, a do sali wleciał już Kamil, a zaraz za nim weszli Adrian z Magdą i Robert z Weroniką.
 Ciocia! - krzyknął Kamil. - Ciemu jeśteś w śpitalu? - spytał.
- Źle się poczułam. - powiedziałam przytulając chrześniaka, który właśnie wskoczył na łóżko.
- A tejaz juź się dobzie ciujeś?
- Tak myszko. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Zaczęło się kazanie od kochanego braciszka, że jak mogłam tak bezmyślnie postąpić. Darowałam sobie spieranie się z nim, bo wiedziałam, że i tak tak nie wygram, więc poddałam się bez walki. W końcu skończył ta swoją gadkę umoralniającą i zaczęliśmy rozmawiać na temat meczu. Przerwał na Kamil, który chciał iść do łazienki. Adrian i Robert wzięli małego i poszli. Zostałam sama z dziewczynami.
- Pogodziłaś się z Moritzem? - spytała Magda.
- Robert mówił, że zaraz po tym jak pogotowie Cię zabrało wyleciał ze stadionu jak oparzony. - powiedziała   Weronika.
- No tak pogodziliśmy się. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To gdzie on jest? - spytała dziewczyna Lewandowskiego.
- Poszedł do lekarza dowiedzieć się kiedy mogę wyjść. - oznajmiłam, a do sali wszedł mój ukochany wraz z lekarzem.
- Dobra wiadomość. - oznajmił piłkarz.
- Może pani opuścić dzisiaj szpital pod warunkiem, że będzie pani dbała o siebie i dziecko.
- Oczywiście. - odpowiedziałam promieniejąc.
- Wypis ma pani chłopak, więc może się pani już zbierać.
- Dziękuję bardzo. - powiedziałam posyłając mu uśmiech.
- Tylko proszę za około dwa tygodnie udać się za wizytę kontrolną do ginekologa.
- Oczywiście i jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co. Dowidzenia. - pożegnał się lekarz i opuścił sale.
- To ja pójdę się przebrać. - powiedziałam i podeszłam do Moritza, który miał moje rzeczy, a następnie udałam się do łazienki. Po 10 minutach wróciłam  zadowolona do sali, gdzie wszyscy na mnie czekali.
- To co idziemy? - zwróciłam się do nich.
- Jasne. - odparli i ruszyliśmy ku wyjściu. Byliśmy już przy samochodach.
- To jedziemy teraz do ciebie po rzeczy, a później do naszego nowego mieszkania.
- Dobra to widzimy się na miejscu. - rzuciłam do reszty i ruszyliśmy w stronę domu. Po 30 minutach byliśmy już na miejscu. Rozpłaszczyliśmy się i udaliśmy do mojego pokoju. Zaczęłam się pakować i po 20 minutach do pokoju wparował Kamil krzycząc :
- Mamusia woła na kolację!
- Dobrze zaraz zejdziemy. - powiedziałam.
- Kaźała tejaź.
- To idź z małym, a ja dopakuje parę rzeczy i zaraz do was dołączę.
- Skoro Magda kazała to idziemy. - powiedział piłkarz i wziął mnie na ręce.
- Puść, bo będę krzyczeć.
- A krzycz. - powiedział i wyszliśmy z pokoju. Przed nami szedł Kamil. Dotarliśmy w końcu do kuchni i dopiero wtedy mnie postawił. Zasiedliśmy do stołu i zajadaliśmy przygotowane przez Magdę smakołyki. Po zjedzonej kolacji powtórnie udałam się do swojego pokoju, aby dokończyć pakowanie. Po chwili dołączyła do mnie Weronika.
- Pomóc Ci? - spytała.
- Możesz. - odpowiedziałam i zabrałyśmy sie do pakowania. Po 25 minutach byłam już spakowana.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś, że jesteś w ciąży? - spytała.
- Sama dowiedziałam się dopiero dzisiaj i to na dodatek od Moritza. - odpowiedziałam i w tym momencie do pokoju wszedł piłkarz.
- Gotowa? - spytał.
- Gotowa.
- To w takim razie jedziemy. - powiedział. Próbowałam podnieść torbę z rzeczami. - Daj to, nie będziesz tego dźwigała. - dodał oburzony moim postępowaniem, ja posłusznie mu ją podałam. Znajdowaliśmy się już w salonie, gdzie panowie grali w Fifę, a mały Kamil dopingował drużynie taty.
- Jak tam wasze sprawy z mieszkaniem? - skierowała pytanie Weronika do małżonki Adiego.
- Mamy mały problem, ale jak siedzimy... - chciała dokończyć, ale przerwała jej Weronika.
- Nie wygłupiaj się ! Tak właściwie to problemu już nie macie.
- Jak to tym ? - tym razem głos zabrał mój kochany brat.
- No wiecie... - jąkała się młoda polka.
- Weronika niedługo się do mnie wprowadzi. - oznajmił Lewandowski.
- Napewno? - pytała dalej Magda.
- Tak! I mnie już nawet nie denerwujcie. - krzyknęła.
- Kochanie złość piękności szkodzi. - powiedział Robert.
- Skoro masz się złościć i ma to wpłynąć na wpłynąć na Roberta, to myślę, że się zgadzamy, żeby Cię nie zostawił. - zaśmiał się Adrian.
- To wy kłóćcie się dalej, a my się zbieramy. - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę przedpokoju. Gdy mieliśmy już wychodzić głos zabrał mój kochany kuzyn.
- Uważaj tam na nią. - zwrócił się do Moritza.
- Będę, napewno. - powiedział pomocnik BvB.
- Pa! - krzyknęłam i wyszliśmy. Wsiadłam do samochodu, natomiast Moritz zapakował moją torbę do bagaznika. Po jej zapakowaniu wsiadła za kierownicę swojego lśniącego Audi Q7. Do domu dojechaliśmy w ciągu 40 minut, ponieważ pomimo wieczornej pory były korki. Jako pierwsza wleciałam do środka zostawiając Moritza w tyle. Rozglądałam się po całym domu, kiedy w końcu usłyszałam jak piłkarz wchodzi do domu.  Wbiegłam do salonu gdzie stał już chłopak. Bez zastanowienia zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Kocham Cię. - powiedziałam i na moich ustach poczułam namiętne pocałunki Leitnera.
- Ja Ciebie też Kocham. - odpowiedział i na powrót zaczęliśmy wróciliśmy do całowania. Z każdą chwilą pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Czułam jak jego ręce błądzą po moim ciele. Dalej zachłannie się całując udaliśmy się do sypialni. Po drodze pozbywaliśmy się ubrań. Do sypialni dotarliśmy już bez nich. Piłkarz całował mnie po szyi i schodził coraz niżej. Przyciągnął mnie do siebie i delikatnie zaczął we mnie wchodzić. Na początku powoli, lecz z czasem coraz szybciej.
- Jesteś najlepszym co mnie spotkało. - powiedział zdyszany.
- O tobie mogę powiedzieć dokładnie to samo. - odpowiedziałam i złożyłam na jego ustach pocałunek. - Może pójdziemy już spać jutro też jest dzień. - zaśmiałam się.
- Dobranoc skarbie.
- Dobranoc. - odpowiedział i pocałował mnie w czoło, następnie wtuliłam się w niego i zasnęłam.
*********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się podoba. Komentarze mile widziane. :)

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 17

Rano obudził mnie biegający po domu Kamil. Spojrzałam na zegarek była już 10 i musiałam niechętnie zwinąć się z łózka. Powędrowałam do szafy, żeby znaleźć sobie jakieś stosowne ubranie. Następnie poszłam do łazienki wziąć poranny prysznic. Po zakończonej kąpieli ubrałam się, uczesałam i  nałożyłam lekki makijaż. Ogarnięta zeszłam na dół do kuchni, gdzie przy stole siedział Kamil z rodzicami.
- Hej. - przywitałam się wchodząc do kuchni.
- Cześć. - przywitał mnie kuzyn.
- Hej ciocia. - zawołał Kamil.
- Siadaj. Zjesz z nami? - powiedziała Magda.
- Nie dziękuję nie jestem głodna. Napije się tylko kawy.
- Wczoraj kolacji też nie zjadłaś.
- Nie mam ochoty. - powiedziałam i podeszłam do szafki gdzie znajdowała się kawa. Woda była już gotowa, więc nasypałam sobie kawy do filiżanki i zalałam wodą. Z gotowym napojem opuściłam kuchnię i udałam się do salonu. Włączyłam sobie telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. W końcu natrafiłam na jakiś film. Po dłuższym czasie do salonu wszedł Adrian.
- Młoda wiesz, która godzina? - spytał.
- Nie. - odpowiedziałam.
- To spójrz na zegarek. - jak powiedział tak zrobiłam. Na zegarku widniała 13, a w pracy musiałam być na 13.30. Zerwałam się z sofy i popędziłam szybko na górę po torebkę. Wrzuciłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i po chwili z powrotem byłam na dole.
- Wiecie, że macie być na meczu. - powiedziałam do moich kochanych współlokatorów.
- Tylko, że nie zdążyłam kupić biletów. - odpowiedział Adi.
- Nie myślisz w ogóle. Ja wam przecież załatwiłam bilety. - powiedziałam szukając ich w torebce. Kiedy je w końcu znalazłam wręczyłam je kuzynowi.
- Wiesz, że nie musiałaś?
- Wiem, ale chciałam.
- Bardzo Ci dziękujemy. - powiedziała Magda. - A teraz już leć, bo się spóźnisz.
- Dobra, ale widzimy się o 15 na stadionie.
- Jasne. Pa. - powiedziała.
- Pa! - krzyknęłam wychodząc z domu. Wyjątkowo dzisiaj droga na stadion zajęła mi więcej czasu niż zawsze. Po jakiś 10 minutach wolnego spacerku dotarłam na Signal Iduna Park. Chłopaki już od jakiś 40 minut mieli trening przed meczem, więc od razu skierowałam się na murawę. Zmierzając korytarzem w stronę murawy poczułam, że robi mi się słabo. Pomyślałam, że jest to przyczyna nie zjedzonego rano śniadania i wypicia kawy na pusty żołądek. Postanowiłam nie zwracać na to większej uwagi. Weszłam na boisko, gdzie panowie zawzięcie się rozgrzewali, a Klopp wydawał im tylko polecenia. Zmierzając w stronę ławki zauważyłam na niej przyjaciółkę. Podchodząc coraz bliżej przywitałam się z trenerem i wtedy zauważyli mnie piłkarze. Postanowili zrobić sobie kilkuminutową przerwę na co trener przystał.
- Hej! - krzyknęli chórem podbiegając i przytulając mnie.
- Hej. - odpowiedziałam. - Mario starczy, bo mnie udusisz.
- No dobra. Tego bym nie chciał, bo Moritz to by mnie chyba na miejscu zatłukł.
- Masz rację, leżał byś już trupem.- powiedział podchodząc w moją stronę.
- Cześć. - przywitał się.
- Hej. - powiedziałam i posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił. Będąc blisko niego czułam się szczęśliwie. Wiedziałam, że mam przy sobie wszystko czego mi trzeba i co kocham.
- Jak przygotowanie do meczu - spytałam.
- Dobrze. - powiedział Łukasz.
- Miejmy nadzieję, że wygramy. - dodał po chwili Reus.
- Tylko pamiętajcie, musicie się liczyć z innym wynikiem, nie koniecznie korzystnym dla nas. Ale ja was wierzę i przyznam, że to mało prawdopodobne.
- Wiemy! - krzyknęli zgodnie
- No to się cieszę. - odpowiedziałam i posłałam im uśmiech.
- Dobra panowie wracać na boisko. - wydarł się Klopp. O dziwo wszyscy go posłuchali. Co jak co trzeba przyznać, że lubią się wygłupiać, ale jak zbliża się mecz to dają z siebie 100%. Piłkarze wrócili do trenowania, a ja udałam się na ławkę, gdzie siedziała przyjaciółka.
- Hej!  - powitała mnie radośnie.
- Hej. - starałam się oddać jej entuzjazm.
- I jak tam wczorajsza rozmowa z Mo? - spytała.
- Zależy o jaki temat rozmowy Ci dokładnie chodzi. - powiedziałam.
- Dobrze wiesz jaki.
- Opowiedział mi co się stało i jak to wyglądało z jego perspektywy.
- I?
- I powiedziałam mu, że potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć.
- Nic więcej się nie stało? - dopytywała jak by widziała, że coś jeszcze miało miejsce.
- Ale ty ciekawska jesteś ! - stwierdziłam.
- Wiem. No to słucham.
- Niech Ci będzie. Kiedy już skończyliśmy rozmowę, wstałam i podeszłam do okna. Po chwili podszedł do mnie. Staliśmy na przeciwko siebie spoglądając sobie w oczy i nagle poczułam jak zaczyna mnie całować. Na początku uległam, ale później się opamiętałam i przerwałam to zajście. - powiedziałam i spojrzałam w stronę piłkarza co zauważyła Weronika.
- Przecież widzę, że Ci cholernie na nim zależy i nie rozumiem czemu nie chcesz dać mu szansy, aby to wszystko naprawił.
- Sama nie wiem. Może i powinnam.
- Powinnaś!
- Pogadam z nim po meczu.
- No ja mam nadzieję. - powiedziała Weronika.
- A teraz się spowiadaj co Ci tak humor dopisuje.
- Nic Ci nie umknie.
- Tak jak tobie. No więc słucham.
- Lewy poprosił mnie, abym się do niego przeprowadziła. - powiedziała zadowolona Weronika.
- Aaa! Nawet nie wiesz jak się cieszę twoim szczęściem. - krzyknęłam i przytuliłam przyjaciółkę. Siedziałyśmy i gadałyśmy. Jednocześnie też przyglądałyśmy się chłopakom. Minęło jeszcze jakieś 40 minut i chłopaki zakończyli trening i udali się do szatni. Wielkimi krokami zbliżała się już godzina rozpoczęcia meczu.  Piłkarze wraz z trenerem udali się do szatni, a my udałyśmy się na nasze miejsca na trybunach. Wchodząc na nie zauważyłyśmy Magdę, Adriana i Kamilka.
- Ciocia ! - krzyknął mały kiedy mnie zauważył i podbiegł do nas.
- Hej szkrabie. - wzięłam go na ręce całując w policzek.
- Fuuu! - odpowiedział na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Chłopaki przygotowani ? - spytał Adrian.
- Jak najbardziej. - odpowiedziała Weronika.
- Mała a ty co tak marnie wyglądasz? Jadłaś coś dzisiaj? - spytała Magda.
- Nie jeszcze nie było okazji z resztą coś ostatnio nie mam apetytu.
- Ty sobie chyba żartujesz. - powiedział zdenerwowany Adrian.
- Marsz do kawiarenki po coś do jedzenia. - powiedziała zła Magda.
- Obiecuję, że pójdę ale po meczu.
- Dobra, ale na pewno!
- Na pewno  - powiedziałam i z małym na rękach udałam się na nasze miejsca, zaraz za mną szli Weronika, Magda i Adrian. Zajęliśmy swoje miejsca i czekaliśmy, aż piłkarze obu drużyn wejdą na murawę. Kiedy to już miało miejsce Kamil z niecierpliwością czekał na pierwszy gwizdek sędziego oznaczający początek meczu. W końcu doczekał się tego pierwszego gwizdka. Przez cały mecz Kamil krzyczał " Wujek Mo stzel bramkę. " Prośby Kamila zostały przyjęte, bo w 35 minucie strzelił bramkę na 1:0, z czego kibice BvB byli zadowoleni. Radość nie trwała długo, ponieważ przeciwnicy w 45 minucie strzelili bramkę, wyrównując wyniki na 1:1. Piłkarze obu drużyn zeszli do szatni w dobrych humorach. Po 10 minutach piłkarze powtórnie wrócili na boisko. Rozbrzmiał gwizdek rozpoczynający drygą połowę. Piłkarze BvB byli pełni sił, aby wywalczyć sobie kolejne trzy punkty. W 55 minucie Bayer Leverkusen wyszło na prowadzenie, zmieniając wynik na 2:1. Piłkarze BvB nie zamierzali się tak łatwo poddać i już w 70 minucie wyrównującą bramkę dla pszczółek strzelił Robert. Nie minęło 10 minut i w 78 minucie kolejną bramkę dla Borussii zdobył Mario Goetze. Borussia prowadziła 3:2. Taki wynik utrzymał się do końca spotkania. Po ostatnim gwizdku arbitra na stadionie zaczęto świętować wygraną BvB. W pośpiechu udałam się do szatni, aby pogratulować chłopakom. Biegnąc  do szatni poczułam, że ziemia pode mną się zapada. Dobiegłam do drzwi od szatni, miałam właśnie miałam pociągnąć za klamkę, kiedy nagle upadłam i straciłam przytomność.
Moritz :
Będąc w szatni usłyszałem jak coś upada na podłogę. Postanowiłem to sprawdzić, razem ze mną wyszedł Robert. Wychodząc z szatni ujrzałem na podłodze leżącą Klaudie.
- Lewy dzwoń na pogotowie! - krzyknąłem. - Klaudia proszę Cię obudź się.
- Zaraz będą. - powiedział Lewy. - Idź się przebierz.
- Nie mogę jej zostawić.
- Ja z nią zostanę a ty idź się przebrać póki nie ma jeszcze pogotowia. - powiedział Lewy, a ja pobiegłem się przebrać. W szybkim tempie znalazłem się z powrotem przy mojej ukochanej. W końcu przyjechało pogotowie i zabrało ją do szpitala. Wybiegłem zaraz za nimi, szybko wsiadłem do swojego samochodu i ruszyłem.  Szpital był jakieś 20 minut od stadionu. Karetka przebiła się szybciej. Zaparkowałem samochód na parkingu, po czym szybko z niego wybiegłem udając się na izbę przyjęć.
- Przepraszam, przed chwilą przywieziono tu dziewczynę.
- Tak. - powiedziała pielęgniarka.
- Mogę wiedzieć gdzie ona teraz jest.
- Jest pan kimś z rodziny.
- Jestem jej chłopakiem.
- Pańska dziewczyna leży na drugim piętrze w sali numer 7.
- Dziękuję. - powiedziałem i pospiesznie udałem się na wskazane piętro. W sali zauważyłem lekarza, więc postanowiłem poczekać aż wyjdzie.
- Można już wejść. - powiedział i oddalił się.
- Panie doktorze. - zawołałem.
- Tak?
- Co jej dokładnie się stało?
- A pan kim jest dla pacjentki?
- Chłopakiem.
- A więc pana dziewczyna zemdlała na skutek osłabienia co w jej stanie nie jest wskazane.
- Jakim stanie?
- Pana dziewczyna jest....

piątek, 22 lutego 2013

Liebster Award

„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Zostałam nominowana przez ; lolaaa

1. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga ?

Zachęciła mnie do tego przyjaciółka, więc postanowiłam spróbować własnych sił.

2.Ulubiony sport?

Piłka nożna i siatkówka.

3. Ile jeszcze opowiadań masz w planie?

W sumie to nie mam pojęcia. Możliwe, że jeszcze jedno się pojawi, a czy będzie więcej się okaże.

4. Ulubiony klub piłkarski?

Borussia Dortmund. <3

5. Jakie lubisz najbardziej opowiadania?

http://pilkarz-z-borussi-moim-zyciem.blogspot.com
http://izakubastory.blogspot.com/
http://marco-kamila-bvb.blogspot.com/
http://miloscczyrozsadek.blogspot.com/
http://majeks.blog.pl/
http://lukasz-zosia-story.blogspot.com/

6. Czego nie lubisz w ludziach?

Tego, że są fałszywi. Oceniają ludzi po wyglądzie nie znając ich charakteru.

7. Ulubiony sportowiec?

Mario Goetze

8. Jaka jest twoja pasja? 

Taniec :) I pisanie odkąd zaczęłam prowadzić bloga. 

9. Czy zdarzyło Ci się nie mieć pomysłu na kolejny rozdział? 

Zdarza się. 

10. Co jest twoją motywacją do pisania kolejnych postów ?

Osoby, które to czytają. 

11. Co sądzisz o sporcie? 

Sport to świetna sprawa. Każdy może dopasować dziedzinę, która bardziej go interesuje. 

Nominacja od : Vanilla Ninjas

Moje odpowiedzi:
1. Twoje imię?
Klaudia.
2. Twoje hobby.
Taniec :) I pisanie odkąd zaczęłam prowadzić bloga. :D
3. Ulubiony piłkarz ?
Mario Goetze
4. Skąd wziął się pomysł pisania bloga ?
Moja przyjaciółka zaczęła pisać swojego bloga, a zarazem mnie do tego wciągnęła.
5. Wolny czas spędzam na..
 Na pisaniu kolejnych rozdziałów na bloga. :)
6. Najbardziej na świecie chciałabym...
Pojechać na mecz Borussii Dortmund. *.*
7. Jeśli mecz to ...
Borussii Dortmund <3
8. Ludzie, którzy mnie inspirują to...
Myślę, że osoba która może nie tyle co inspiruje, ale pomaga mi w braku weny to moja przyjaciółka <3.
9. Największe dziwactwo?
Szczerze to nie wiem :)
10. Ulubiona tematyka pisania ?
Nie odkryłam jeszcze swojej ulubionej tematyki.
11. W blogach najbardziej drażni mnie...
Szczerze odpowiadając na to pytanie to chyba nic mnie nie drażni w blogach :)


Nominacja od : All I need is love

1. Jak masz na imię?
Klaudia
2. Ile masz lat?
153. W jakim województwie mieszkasz? 
Warmińsko-Mazurskim4. To jest Twój pierwszy blog, czy jest ich więcej?
Mam dwa blogi, ale aktualnie tylko ten udostępniam ;p 5. Co jest Twoją pasją? 
Nie odkryłam jej jeszcze ;c6. Co lubisz robić?
Słuchać muzyki, grać w piłkę i wiele innych :)7. Masz ulubiony klub piłkarski?
Borussia Dortmund
8. Kto jest Twoim ulubionym sportowcem?
Mario Götze <3
9. Jak planujesz swoją przyszłość?
Nie planuję jak na razie. 
10. Jesteś jedynaczką, czy może masz rodzeństwo?
Niestety nie mam rodzeństwa, ale chciałabym mieć ^_^ 
11. Czytasz moje opowiadanie? :)
Czytam :D

Nominacja od : Klaudii Nowak 

Moje pytania :
1.Jak masz na imię .?
Klaudia
2.Ile masz lat ?
15
3.Ile masz blogów ?
Dwa :)
4.Ulubiony piłkarz .
Mario Götze
5.Jakie są Twoje zainteresowania ?
Piłka nożna, taniec :) 
6.Jakie sporty Cię interesują ?
Piłka nożna i siatkówka 
7.Czy trenujesz jakąś dyscyplinę .?
Niestety nie ;c 
8.Byłaś / eś w życiu na jakimś meczu ? Jakim ?
Nie miałam okazji ;/ 
9.Jakiej drużynie kibicujesz ? (Klub , może byś też reprezentacja)
Borussii Dortmund 
10.Kim chcesz zostać w przyszłości ?
Psychologiem bądź fizjoterapeutą :) 
11.Co sądzisz o transferze Mario Götze i Leo Bittencourt?
Mario chcę się rozwijać i my nie możemy mu tego zabronić. Sam decyduję o swojej karierze. Na pewno kiedyś przyszedłby taki moment, że opuścił by Borussię i przeszedł do innego klubu. Jego marzeniem było móc trenować pod wodzą Pepa Guardioli i je spełnił. Każdy powinien spełniać swoje marzenia nie patrząc na innych. Ja mu życzę wszystkiego najlepszego i wysokich sukcesów w dalszej karierze. 
Leo tu mogę powiedzieć, że chłopak chciał pewnie grać częściej niż pozwalał mu na to Klopp. :)  

Nominacja od :  Footballer

Moje odpowiedzi: 

1.Twój ulubiony klub to?
Borussia Dortmund
2.Blog który przypadł ci najbardziej do gustu?
Bardzo dużo takich blogów :) Ale jeżeli miałabym wymienić to chyba ten http://patrz-na-tych-obok.blogspot.com/
3.Twój ulubiony piłkarz?
Mario Götze 
4.Dlaczego go lubisz? (piłkarza z pytania wyżej)
Za jego szacunek do rywali,  świetną grę, przyjaźń która po mimo zmiany barw klubowych nie przestała istnieć
5.Co skłoniło cię do napisania bloga?
Zachęciła mnie do tego przyjaciółka, więc postanowiłam spróbować własnych sił.
6.Od kiedy interesujesz się piłką nożną ?
Dokładnej daty nie podam, ale około 2 lat :) 
7.Co jest twoją pasją? 
Taniec :) I pisanie odkąd zaczęłam prowadzić bloga. 
8.Wierzysz w miłość?
Tak. 
9.Chciałabyś mieć w przyszłości męża piłkarza?
Czemu nie? :) 
10.Wolisz iść z chłopakiem który ci się podoba na randkę czy oglądać mecz swojej ulubionej drużyny w np. lidze mistrzów?
Dylemat, ale jeżeli byłby to chłopak warty mojej uwagi to wybrałabym jego :) Mecz będzie powtarzany.
11.Wolisz grać czy oglądać piłkę nożną?
I jedno i drugie lubię :) 

Pytania:

1. Co zachęciło Cię do prowadzenia bloga?
2. Ulubiony klub piłkarski?
3. Dlaczego wybrałaś akurat takiego, a nie innego bohatera opowiadania?
4. Co było najtrudniejsze kiedy zakładałaś bloga?
5. Co sądzisz o sporcie?
6. Ulubiony piłkarz?
7. Czy miałaś zanik weny twórczej?
8. Co cenisz w ludziach najbardziej?
9. Masz pomysł na kolejny blog?
10. Czego nie lubisz w ludziach?
11. Co chciałabyś przekazać poprzez bloga?


Oto nominowani : 

http://izakubastory.blogspot.com/
http://marco-kamila-bvb.blogspot.com/
http://miloscczyrozsadek.blogspot.com/
http://majeks.blog.pl/
http://lukasz-zosia-story.blogspot.com/




środa, 20 lutego 2013

Rozdział 16

(...) Nie myliłam się wchodząc do salonu ujrzałam obraz, którego nigdy bym nie chciała zobaczyć. Pomocnik Borussii całował się ze swoją przyjaciółką, którą ja poznałam wczoraj.
- Moritz!? - powiedziałam przez łzy. Piłkarz skierował się w moją stronę, ale ja nie miałam zamiaru go słuchać. 
- Kochanie daj mi to wytłumaczyć! 
- Nie chcę tego słuchać! - krzyknęłam przez łzy. Wzięłam Kamilka za rączkę i opuściliśmy dom Moritza. Skierowaliśmy się na najbliższy przystanek. Okazało się, że autobus mamy dopiero za 10 minut. Na zegarku widniała 11.20. Siedząc na przystanku nie powstrzymywałam łez. 
- Ciocia ćemu płacieś? - spytał po chwili chłopiec, a ja kompletnie nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Musiałam się chwilę zastanowić co mam mu odpowiedzieć, a on niecierpliwie patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi brązowymi oczkami. 
- Pokłóciłam się z wujkiem Mo. 
- Ale pogodzicie się? 
- Nie wiem słoneczko. - odpowiedziałam i nie usłyszałam już więcej pytań z ust mojego chrześniaka. Milczeliśmy do przyjazdu autobusu. Kiedy już podjechał wstałam, wzięłam Kamilka za rączkę i weszliśmy do środka. 
- Ciocia, a dzie teraz jedziemy? 
- Na stadion. - odpowiedziałam i zajęliśmy siedzące miejsca. Droga autobusem na przystanek najbliższy stadionu zajęłam 20 minut. Na szczęście mieliśmy jeszcze 10 minut by spokojnie dojść na Signal Iduna Park. Przed stadionem spotkaliśmy schodzących się piłkarzy.
- Witamy naszą ulubioną panią psycholog. - powiedział Sebastian szczerząc zęby w uśmiechu.
- Witam moich ulubionych piłkarzy. - powiedziałam i próbowałam posłać mu uśmiech, lecz wyszło to na jakiś grymas co zauważyli, ale wiedzieli, że nie będę chciała na ten temat rozmawiać więc go nie poruszyli.
- A co to za słodziak? - spytał Kuba.
- Jeśtem Kamil. - przedstawił się.
- Syn mojego kuzyna. - dodałam.
- Lobelt! - krzyknął i podbiegł do niego.
- Cześć szkrabie. - przywitał go piłkarz biorąc na ręce.
- Hej. - odpowiedział.
- Hej wam! - przywitałam nadchodzącego Roberta z Weroniką i oczywiście małym na rękach u piłkarza.
- Hej! - odpowiedzieli równocześnie.
- Dobra chłopaki idziemy, bo jak się spóźnimy to będą karne kołeczka. - powiedział Piszczek i na te słowa wszyscy skierowali się w stronę wejścia na stadion.
- Kamil choć. - powiedziałam.
- Ale ja ce z wujkiem!
- Ale wujek idzie do szatni się przebrać.
- Tio cio.
- Niech idzie. - powiedział Lewy.
- No dobrze. Tylko miej na niego oko. Dołączę do was na murawę. - powiedziałam.
- Jasne.
- Huraaa! - krzyczał chłopiec. Po chwili dobiegł do Roberta i zniknęli w głębi korytarzy stadionu.
- Co jest? - spytała przyjaciółka kiedy zostałyśmy już same.
- Nic takiego. - powiedziałam, ale wiedziałam, że domyśli się, że kłamie.
- Przecież widzę, że coś się stało. - powiedziała i w tym momencie wiedziałam już, że nie da mi spokoju dopóki jej nie powiem co się stało.
- To może pójdziemy po kawę i do mojego gabinetu. - zaproponowałam.
- Jasne. - zgodziła się i ruszyłyśmy do kawiarni po kawę. Zamówienie otrzymałyśmy w mgnieniu oka i powędrowałyśmy z nim do mojego gabinetu. Będąc już w nim postanowiłam wygodnie usiąść na sofie która stała po prawej stronie. To samo uczyniła Weronika.
- To teraz zamieniam się w słuch. Co się stało?
- Pojechaliśmy do Moritza po torbę na trening. On poszedł po nią do domu, a ja z Kamilem zostałam w samochodzie. Mo nie przychodził przez 10 minut co denerwowało Kamila, więc postanowiłam wziąć małego i iść sprawdzić co go zatrzymało. Wchodząc do salonu ujrzałam to czego żadna dziewczyna by nie chciała. Widziałam jak Moritz całuje się ze swoją przyjaciółką, którą spotkaliśmy wczoraj w sklepie. - powiedziałam i ponownie poleciały mi łzy.
- Będzie dobrze. Nie płacz. - pocieszała mnie przyjaciółka.
- Ja go nadal kocham. - powiedziałam a Weronika mnie przytuliła.
- Wiem słońce. - odpowiedziała. Stałam jeszcze przez chwilę wtulona w przyjaciółkę, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałam i otarłam łzy.
- Witam piękne panie. - przywitał nas trener Klopp.
- Witamy najlepszego trenera pod słońcem. - przywitałyśmy go równie serdecznie.
- No to co zapraszam panie na murawę.
- Tak jest trenerze. - odpowiedziała Weronika i opuściliśmy mój gabinet. Weszliśmy na murawę gdzie piłkarze się rozgrzewali. Nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam, ale zaczęłam szukać Moritza w grupie zawodników, lecz poszukiwania poszły na marne, ponieważ nigdzie go nie widziałam. Doszłam z przyjaciółką na ławkę, na której zasiadłyśmy. Jurgen poszedł podzielić chłopaków na dwa zespoły. W trakcie podziału zauważył, że brakuje mu jednego zawodnika.
- Klaudia gdzie nasz piękny Moritz ? - spytał.
- Nie wiem . - odpowiedziałam oschle.
- Ciocia! - podbiegł do mnie Kamil, który właśnie mnie zauważył.
- Jestem trenerze. - krzyknął wbiegając na boisko zdyszany Moritz.
- No nareszcie. - krzyknął trener. - Dołączasz do drużyny Lewego.
- Jasne. - powiedział i pobiegł ustawić się na swoją pozycje. Chłopaki zaczęli grę, a do nas dołączył trener.
- Klaudia chciałbym żebyś porozmawiała dziś z chłopakami, ale z każdym z osobna.
- Dobrze, nie ma problemu. - powiedziałam i trener poszedł obserwować chłopaków, bo w końcu jutro mają mecz.
- Ciocia a pokopieś ze mną piłećke. - spytał Kamil.
- Jasne, ale nie długo bo później będę musiała porozmawiać z każdym piłkarzem z osobna.
- Dobla, to poźniej poploszę wujka Mo. - powiedział z uśmiechem i pociągnął mnie za rączkę do miejsca w którym mieliśmy pokopać piłkę. Grałam z Kamilkiem jakieś 40 minut, ale niestety musiałam skończyć, ponieważ obowiązki wzywają.
- Kamilku ja muszę iść i trochę popracować.
- Dobzie to ja ide do wujka Mo. - powiedział, wziął piłkę i poszedł w stronę piłkarza, który stał koło ławki gdzie siedziała Weronika, natomiast ja udałam się do swojego gabinetu.
Weronika :
Siedziałam na ławce i patrzyłam jak Klaudia gra z Kamilem w piłkę. Wyglądało to naprawdę słodko. Po jakiś 30 minutach podszedł do mnie Moritz. Nie był w humorze tak jak zawsze go miewał, ale szczerzę to mu się nie dziwię.
- Możemy porozmawiać? - spytał.
- Jasne. - odpowiedziałam i wiedziałam na jaki temat będzie chciał rozmawiać.
- Wujek ! Poglaś ze mną, bo ciocia musiała iść do placy. - spytał Kamil.
- A może ja z tobą pogram, bo wujek Mo musi porozmawiać z ciocią Weroniką.? - zapytał podchodzący Robert.
- No dobla.
- Porozmawiam chwilę z ciocią, a później do was dołączę. - powiedział Moritz i chłopaków już przy nas nie było, byli za to na boisku.
- No słucham, chciałeś ze mną porozmawiać.
- Kocham Klaudię i nie wyobrażam sobie życia bez niej.
- To po jaką cholerę całowałeś się z tą twoja pożal się boże przyjaciółką.
- Ona się na mnie rzuciła.
- Trzeba było ja odepchnąć. - powiedziałam zdenerwowana.
- Tylko, że ona rzuciła się na mnie jak zobaczyła Klaudię i nie zdążyłem zareagować.
- Z perspektywy Klaudii wyglądało to inaczej.
- Wiem, że to wyglądało inaczej niż mówię, ale proszę Cię pomóż mi ja nie chcę jej stracić. Ona jest dla mnie najważniejsza.
- Ale w jaki sposób ja mam Ci pomóc? Musisz z nią szczerze porozmawiać, ale szczerze to nie wiem czy będzie chciała z tobą teraz rozmawiać na ten temat.
- Muszę spróbować, bo nie wiem co zrobię jak ja stracę.
- Myślę, że jej nie stracisz za mocno Cię kocha żeby to od tak przekreślić.
- Dobra ja lecę do szatni się przebrać i zaraz wracam do małego.
- Okey. Rozumiem, że chcesz iść ostatni.
- Jak najbardziej. Wrócę za 10 minut. - powiedział i pobiegł do szatni. Spojrzałam w stronę Lewego i Kamila. Razem wyglądali tak słodko. Wpatrywałam się w nich przez około 10 minut dopóki na murawę nie powrócił Moritz.
- Lewy możesz już iść ja zajmę się małym. - krzyknął.
- Okey. - powiedział podbiegł do mnie i złożył namiętny pocałunek, który odwzajemniłam.
- Lecę do szatni, a później do Klaudii. - powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
- Ja będę tu z chłopakami. - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek po czym odszedł i zniknął w korytarzach stadionu. Moritz z Kamilem grali, a ja postanowiłam, że nie będę im przeszkadzała i usiadłam na ławkę.
Klaudia :
Każdy po kolei się do mnie schodził i każdego próbowałam przygotować na jutrzejszy mecz. Myślę, że mi się udało. Została mi jeszcze jedna rozmowa, której najbardziej sie obawiałam. Po wyjściu Roberta z mojego gabinetu  siedziałam chwilę w ciszy i czekałam aż przyjdzie Moritz. Z nim rozmowy obawiałam się najbardziej. Po paru minutach rozległo się pukanie.
- Proszę. - odpowiedziałam i moim oczom ukazał się mój ukochany.
- Hej. - powiedział nieśmiało wchodząc.
- Cześć. - odpowiedziałam. - No to co zaczynamy.
- Jasne. - odpowiedział i zaczęłam swoją gadkę już po raz setny. Nawijałam jakieś 15 minut, a Moritz tylko się we mnie wpatrywał  i słuchał.
- No to mam nadzieję, że będziemy jutro świętować po waszym zwycięstwie. - powiedziałam i lekko uśmiechnęłam się do niego.
- Też mam taka nadzieję. - odpowiedział odwzajemniając uśmiech. - Możemy teraz zmienić temat? - spytał.
- Jeżeli chcesz rozmawiać o tym co stało się dzisiaj rano to nic z tego. Nie mam siły na ta rozmowę. Muszę wszystko spokojnie przemyśleć.
- Proszę Cię daj mi to chociaż wytłumaczyć.
- Dobrze, ale masz 5 minut i nie myśl, że to coś zmieni.
- Okey. Wszedłem do domu i od razu skierowałem się na górę po torbę. Wziąłem ją z sypialni i zbiegłem na dół. Wtedy w salonie pojawiła się Ann, nie wiem jakim cudem udało jej się dostać do środka. Pytałem się jej jak się tu dostała. Odpowiedziała, że ma swoje sposoby. Jak weszłaś z Kamilem do środka to ona się na mnie rzuciła, a ja nie zdążyłem zareagować. Ty wybiegłaś z domu, chciałem za tobą pobiec, ale...
- Ale wolałeś zostać ze swoją przyjaciółką. - przerwałam mu i wtedy poleciały mi łzy.
- Nie. Wiedziałem, że nie będziesz chciała ze mną wtedy rozmawiać. Wiem, że jesteś na mnie za to wściekła i szczerze to Ci się nie dziwie, ale ja Cię kocham i nie potrafię bez Ciebie żyć. Proszę daj mi jeszcze jedną szansę, obiecuję, że jej nie zmarnuje. Proszę. - mówił, a mi tylko leciały łzy z oczu. Kompletnie nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Z jednej strony chciałam mu wybaczyć, ale z drugiej nie potrafiłam zapomnieć tego obrazu, który ujrzałam dziś rano.
- Proszę daj mi kilka dni. Muszę wszystko przemyśleć i poukładać.
- Jasne, rozumiem. Jak będziesz gotowa to daj mi znać.
- Dam. - powiedziałam i ruszyłam się w stronę okna.
- To czekam. - powiedział podchodząc do mnie. Staliśmy chwilę do przeciwko siebie i wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Po chwili twarz Moritza zaczęła sie zbliżać do mojej. Chciałam na to jakoś zareagować, ale niestety moje ciało zastygło. Nagle poczułam jego zapach, ciepło, które od niego biło. Po chwili poczułam jego wargi na swoich i wtedy się ocknęłam, że nie powinnam. Oderwałam się od niego.
- Przepraszam . - powiedział i wyszedł, a ja stałam jeszcze chwilę zastanawiając się czemu mu na to pozwoliłam. Minęło kilka minut i wróciłam do siebie. Moritz był ostatnim piłkarzem, z którym miałam rozmawiać, więc wzięłam swoją torebkę i poszłam na murawę gdzie była Weronika z Lewym. Okazało się, że razem z nimi jest Moritz. Chłopaki grali z małym w nogę, a przyjaciółka się im przyglądała. Idąc w stronę przyjaciółki wyciągnęłam telefon, aby sprawdzić godzinę,  była już 17. Postanowiłam, że wezmę Kamila i pojedziemy do domu. Jak chciałam tak zrobiłam. Po jakiś 20 minutach byliśmy w domu. Mały od razu pobiegł do Adriana pochwalić się co dzisiaj robił, ja natomiast poszłam do kuchni gdzie była Magda.
- Hej. - przywitałam ją.
- Hej. Jak minął dzień.
- No nie zaliczę go do udanych.
- Kamil dał Ci popalić? - spytała zmartwiona.
- Nie, Kamil był grzeczny.
- To co sie stało? - spytała, a ja niechętnie opowiedziałam co dzisiaj zaszło.
- Przykro mi młoda. - przytuliła mnie.
- Dalej go kocham i muszę sobie wszystko poukładać. Idę na górę.
- Nie zjesz z nami ? - spytała.
- Nie mam apetytu. - powiedziałam i skierowałam się w stronę schodów. Poszłam do pokoju po piżamy, a następnie ruszyłam w kierunku łazienki aby wziąć relaksująca kąpiel. Po kąpieli poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie mogłam zapomnieć o tym co wydarzyło się w moim gabinecie jak i o tym co widziałam rano. Leżałam na łóżku ciągle myśląc jak mam postąpić, aż w końcu zmorzył mnie sen i zasnęłam.

*********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Mi osobiście nie bardzo się podoba, ale pozostawię go do waszej oceny. :)