niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 15

Weronika:
Klaudia poszła na górę położyć Kamilka, a my zaczęliśmy rozmowę na różne tematy. Przyjaciółka przez długi czas nie schodziła na dół, więc Moritz poszedł na górę sprawdzić jak jej idzie usypianie małego. Ja spojrzałam na zegarek była już 22.30, robiłam się już zmęczona. Posiedzieliśmy jeszcze trochę, ale po pół godzinie zmęczenie wzięło górę, więc razem z Magdą zaczęłyśmy znosić wszystko do kuchni. Pomogli nam chłopcy i po chwili wszystko już było w domu. Byliśmy aż tak zmęczeni, że poszliśmy spać, zostawiając resztę sprzątania na jutro. Poszłam zaprowadzić naszych gości do ich pokoju, a później poszłam do łazienki aby wziąć szybki prysznic.  Wchodząc ubrana w piżamy do pokoju zobaczyłam Roberta, który już słodko spał. Położyłam sie koło niego i po chwili byłam już w krainie snu.
Klaudia :
Obudziłam się o 7.00. Koło mnie leżał Kamilek i Moritz. Chłopcy tak słodko spali, że postanowiłam ich jeszcze nie budzić. Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do swojego pokoju po ciuchy, następnie udałam się do łazienki. Reszta jeszcze spała. Wzięłam relaksacyjną kąpiel i ubrałam się. Wyszłam z łazienki i poszłam zobaczyć czy Kamil jeszcze śpi. Wchodząc do pokoju zobaczyłam jak mój chrześniak leży wtulony w mojego chłopaka. Był to tak piękny widok, że przez dłuższa chwilę wpatrywałam się w nich jak w jakiś obrazek. Nie chciałam ich budzić, więc poszłam na dół do kuchni. W zlewie zobaczyłam pełno naczyń z wczorajszego grilla. Ubrałam fartuch i wzięłam się za ich zmywanie. Kiedy naczynia były już czyste to zabrałam się za przygotowywanie śniadania. Postanowiłam, że zrobię naleśniki. Gdy śniadanie było już gotowe, spojrzałam na zegarek była 9.20. Pobiegłam szybko na górę, weszłam po cichu do pokoju gdzie spał Kamil i Moritz. Ku mojemu zdziwieniu obaj już nie spali. Piłkarz ubierał właśnie Kamilka.
- Cieść ciocia. - powitał mnie Kamil, kiedy zauważył, że jestem w pokoju.
- Hej skarbie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Witaj kochanie. - odezwał się piłkarz.
- Hej przystojniaku. - odpowiedziałam i na moich ustach zagościły słodkie wargi pomocnika BvB.
- Wiesz, że już jest prawie w pół-do 10, a o 10 maja nam przywieźć meble.
- O kurwa! - powiedział i wyleciał z pokoju jak oparzony.
- Głodny? - spytałam chrześniaka.
- Tiakk!  - powiedział.
- To chodź, śniadanie już gotowe. - powiedziałam, wzięłam małego za rączkę i udaliśmy się do kuchni.
- Siadaj i zajadaj. - powiedziałam, gdy byliśmy już na miejscu.
- Dobzie. - odpowiedział słodko i zaczął konsumować naleśniki. Zaraz na dół przyszedł również Moritz i również zaczął jeść.
- Ciocia a ty ćemu nie jesz? - spytał Kamil.
- Wiesz skarbie, ja głodna nie jestem. - odpowiedziałam.
- Ale tatuś mówi, że cieba jeść śniadanie, bo tio najwaźniejsi posiłek dnia.
- No dobrze, skoro tata mówi, że najważniejszy posiłek dnia to zjem. - powiedziałam uśmiechając się do niego. Całą trójką skończyliśmy jeść śniadanie. Moritz poszedł ubrać Kamilka, a ja napisałam reszcie domowników kartkę po czym poszłam po torebkę i dołączyłam do moich dwóch wspaniałych mężczyzn. Wyszliśmy z domu i udaliśmy się do samochodu. Małego zapieliśmy w foteliku po czym sami wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę nowego domu. Równo o 10 zajechaliśmy przed posesje, a za nami podjechał samochód z naszymi meblami. Wyjęłam Kamila z fotelika, wysadziłam z samochodu po czym udałam się z nim do domu. Moritz natomiast poszedł pomóc panom. Po jakiś 40 minutach wszystko co kupiliśmy było już na swoich miejscach. Moritz trening miał na 12 tak samo jak ja zaczynałam swoja pracę.
- Zbieramy się? - spytałam.
- Tak, jeszcze zajedziemy do mnie po torbę.
- Kamil! - zawołałam.
- Tiak? - spytał przylatując z ogrodu.
- Jedziemy na trening do wujka.
- Tio dobzie. - powiedział uradowany. Po tych słowach wyszliśmy z domu kierując się w stronę auta. Mo usadził małego w foteliku po czym sam wsiadł do samochodu i ruszyliśmy. Po niecałych 20 minutach byliśmy już pod domem.
- Idziecie ze mną? - spytał.
- Nie, poczekamy.
- odpowiedziałam, a chłopak poszedł do swojego mieszkania. W aucie siedzieliśmy już 10 minut, a piłkarza jeszcze nie było. Kamil powoli tracił cierpliwość. Postanowiłam iść sprawdzić co go tak zatrzymało. Wysiadłam z samochodu, wzięłam Kamila i poszliśmy. Wchodząc do środka miałam mieszane uczucia. Bałam się, że zobaczę coś czego nie chcę. Nie myliłam sie wchodząc do salonu zobaczyłam ja pomocnik BvB całuję się z.....

Ubranie głównej bohaterki :)
Mam nadzieję, że się podoba. :D Miło będzie jeżeli zostawicie po sobie jakiś znak :)



czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 14

Będąc już w sklepie i wybierając meble zauważyłam, że przygląda się nam jakaś dziewczyna. Zastanawiało mnie tylko czemu ona się tak nam przygląda. Podczas wybierania mebli mieliśmy z Moritzem niezły ubaw. W końcu wybraliśmy to co spodobało nam się najbardziej i poszliśmy do kasy. Sprzedawca zaoferował nam, że jutro mogą nam to wszytko przywieźć, a ponieważ, że nie mieliśmy transportu zgodziliśmy się. Meble mieli przywieźć z rana o 10. Kiedy już wyszliśmy przed sklep zauważyłam tą sama dziewczyną, która przyglądała nam się wcześniej. Idąc w kierunku auta zobaczyłam, że zmierza ona w naszym kierunku. Trochę mnie to zdziwiło, ale z jednej strony można było powiedzieć, że się cieszyłam, bo w końcu dowiem się czemu nam się tak przyglądała.
- Cześć. - powiedziała na przywitanie kiedy już do nas podeszła.
- Hej, Ann. - przywitał dziewczynę piłkarz przytulając ja. Poczułam się wtedy zazdrosna, bo nie wiedziałam kim ona dla mojego ukochanego. - Proszę poznaj moją dziewczynę. - powiedział wskazując na mnie.
- Witaj, jestem Ann. - przywitała mnie serdecznie wysoka blondynka.
- Cześć, Klaudia. - również powitałam dziewczynę. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że bardzo serdecznie lecz w głębi duszy nie cieszyła mnie ta sytuacja.
- Co ty tu w ogóle robisz? - spytał nowo poznaną mi dziewczynę.
- Rodzicie pozwolili mi się w końcu przeprowadzić do Dortmundu.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś? Pomógł bym Ci.
- No widzisz, nie pomyślałam. - powiedziała z uśmiechem.
- To zrób to następnym razem. - powiedział po czym posłał jej swój najpiękniejszy uśmiech. Na szczęście tą ich pogawędkę, w której czułam się trochę niezręcznie przerwał dzwoniący telefon Moritza.
- Mario dzwoni. Przepraszam na chwilkę. - powiedział po czym oddalił się i zaczął rozmowę z przyjacielem.
- Długo już jesteście razem? - z moich myśli wyrwał mnie głos Ann.
- Gdzieś ponad miesiąc. - powiedziałam wysilając przy tym uśmiech.
- To nie zbyt długo. - stwierdziła, w końcu dołączył do nas piłkarz.
- Mario i Marco organizują imprezę w czwartek, na którą jesteśmy zaproszeni.
- Dobrze, że o nas nie zapomnieli. - powiedziałam kierując uśmiech do mojego ukochanego.
- Nie inaczej. - odpowiedział mi dając buziaka w policzek.
- Ja już się będę zbierała. - powiedziała Ann. - Na razie.
- Tylko pamiętaj o swoim najlepszym przyjacielu. - powiedział pomocnik Borussii podchodząc do niej. - Na razie. - powiedział ściskając dziewczynę na pożegnanie.
- Będę pamiętała na pewno. - odpowiedziała z uśmiechem. - No to na razie.
- Cześć. - odpowiedziałam jej uśmiechając się.
- Teraz do domu. - powiedział Moritz podchodząc i obejmując mnie w pasie.
- Oczywiście. - odpowiedziałam i ruszyliśmy gdzie stał zaparkowany samochód piłkarza. Przez całą drogę do domu, w którym jeszcze nadal mieszkałam nie zamieniliśmy ani słowa. Nasuwały mi się tylko pytania, na które chciałam znać odpowiedź, ale jakoś nie mogłam zebrać w sobie tyle siły, aby o to zapytać. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała go o to zapytać, ale wolałam później. Musiałam się na to przygotować. Bałam się, że może ona zabrać mi coś czego szukałam wiele lat i kogoś kogo kocham nad życie. Pogrążona w tych rozmyślaniach nie zauważyłam nawet kiedy znaleźliśmy się już na miejscu, ale z rozmyślań wyrwał mnie głos piłkarza, który oznajmił, że jesteśmy już pod domem. Po jego słowach wygramoliłam się z samochodu i skierowałam w stronę drzwi wejściowych. Nie wiedziałam czy zastanę przyjaciółkę w domu, więc po drodze zaczęłam szukać w torebce kluczy. Kątem oka zauważyłam, że zaraz za mną podąża mój chłopak. Dochodząc już do drzwi miałam przygotowany klucz, aby je otworzyć, ale ubiegła mnie Weronika.
- Hej! - przywitała nas radośnie.
- Hej. - powiedziałam posyłając przyjaciółce uśmiech.
- Cześć. - powitał Weronikę również serdecznie piłkarz.
- Jak zakupy? - spytała kiedy weszliśmy już do środka.
- Dobrze. - powiedziałam rozpłaszczając się. Wchodząc do salonu usłyszałam dzwonek do drzwi, chciałam iść je otworzyć, ale wyprzedziła mnie Weronika cała w skowronkach. Idąc na górę po schodach zaczęło nasuwać mi się pytanie czemu ona taka zadowolona. Skoro Weronika pobiegła otworzyć drzwi ja spokojnie mogłam iść na górę aby się przebrać. Wchodząc do pokoju od razu skierowałam się do szafy. Wzięłam swoje ulubione dresy i poszłam się przebrać do łazienki. Przebrana zeszłam na dół i poszłam do kuchni zrobić sobie coś do picia.
- Chcecie coś do picia? - krzyknęłam z zapytaniem.
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie. Nalałam sobie do szklanki wodę i ruszyłam w stronę salonu. Wchodząc do niego nie mogłam uwierzyć kogo w nim zastałam.
- Aaaaaaa! - krzyknęłam z zadowolenia.
- Tatusiu ćemu ciocia ksycy? - spytał mój mały chrześniak.
- Cieszy się, że ją odwiedziliśmy. - odpowiedział mu tata.
- Cześć. - powiedziała Magda, na której już po chwili wisiałam.
- Hej! - odpowiedziałam uradowana.
- Widzę, że niespodzianka nam się udała i że się cieszysz z naszych odwiedzin. - powiedział mój kochany kuzyn podchodząc z małym Kamilkiem.
- Udała i to nawet nie wiesz jak. - powiedziałam i zaczęłam go ściskać.
- Dobra, bo mnie udusisz. - zaśmiał się i go puściłam.
- A teraz niech się przywitam z moim słodkim szkrabem. - powiedziałam biorąc Kamila na ręce.
- Cieść ciocia. - powiedział słodko uśmiechając się przy tym jak tylko najładniej potrafił.
- Witaj słoneczko. - odpowiedziałam. Z małym na rękach skierowałam się w stronę kanapy, aby wygodnie na niej zasiąść. W moje ślady poszła również Madzia z Adrianem. Usiadłam z Kamilem obok siedzącego już Moritza.
- Poznaliście się już? - spytałam mojego chłopaka.
- Mniej więcej tak. - odpowiedział.
- A gdzie jest Weronika? - spytałam, gdy zauważyłam, że jej nie ma.
- Poszła na górę się przebrać. - powiedziała Madzia.
- Wiesz zaraz przychodzi Robert. - dodał Moritz.
- No to wszystko jasne.- powiedziałam śmiejąc się. - Na długo przyjechaliście?
- Na zawsze. - powiedział Adrian.
- Naprawdę? - spytałam nie dowierzając, bo myślałam, że sobie żartuje.
- Tak. - upewniła mnie żona kuzyna. W tym czasie na dół zeszła przebrana Weronika i w samą porę, bo do drzwi zadzwonił dzwonek.
- Otworzę. - powiedziałam i skierowałam się w kierunku drzwi.
- Cześć. - przywitałam Roberta.
- Hej. - odpowiedział przyjaźnie i wszedł do środka. Rozpłaszczył się i poszliśmy do salonu gdzie wszyscy siedzieli.
- Hej słońce. - powitała go Weronika namiętnie całując co nie uszło uwadze Adrianowi.
- Hej. - przywitał ją również odwzajemniając jej pocałunek.
- Widzę, że nie próżnowałyście. - zaśmiał się Adi.
- Madzia, Adi poznajcie Roberta. - te słowa skierowała Weronika do naszych gości po czym przywitali się ze sobą, a do mnie podszedł Kamil.
- Co to za słodziak? Moritz nic mi nie mówiłeś, że... - chciał dokończyć, ale przerwał mu pomocnik Borussii.
- To jest chrześniak Klaudii debilu.
- Dobra chłopaki nie zaczynajcie. - przerwał im przyjaciółka.
- To może my nie będziemy wam przeszkadzać? - powiedział Adrian.
- Nie przeszkadzacie. - powiedziała Weronika.
- Tak w ogóle to macie gdzie spać? - spytałam.
- Jutro mamy iść oglądać mieszkanie. - powiedziała Magda.
- No to dzisiaj zostajecie u nas.- powiedziałyśmy zgodnie z Weroniką.
- Ale nie chcemy wam robić problemu. - stwierdził Adrian.
- Ale nie ma żadnego problemu. - powiedziałam.
- Zostajecie u nas dopóki nic nie załatwicie. - dodała Weronika.
- A jutro już będziecie mieli do dyspozycji o jeden pokój więcej. - powiedziałam z uśmiechem.
- No dobrze. - powiedział Adrian.
- Klaudia, mielibyśmy do Ciebie prośbę. - zaczęła Madzia.
- Zamieniam się w słuch.
- Jutro mamy parę spraw do załatwienia i chcieliśmy Cię prosić, żebyś zajęła się małym.
- Z przyjemnością zajmę się małym.
- A jak z pracą? - spytał Adi.
- Myślę, że nie będzie problemów. - powiedział Moritz.
- Dziękuje. - powiedziała Magda.
- Nie ma za co. Zawsze chętnie się zajmę Kamilem. - powiedziałam.
- Może zrobimy grilla? - zaproponował Robert obserwując pogodę za oknem.
- Dobry pomysł. - odparł Adrian.
- To ja pójdę na zakupy. - oznajmiłam.
- Idę z tobą. - odparł Moritz.
- Kamilku chcesz iść ze mną i wujkiem Moritzem na zakupy? - spytałam małego chłopca.
- Jaśne. -  odpowiedział. Pobiegłam szybko na górę i przebrałam się, później zeszłam na dół ubrałam Kamilkowi buciki i bluzę i opuściliśmy dom. Udaliśmy się do najbliższego marketu. Nie obeszło się bez zapasu alkoholu, za który zabrał się piłkarz. Razem z Kamilem poszliśmy pierw na dział ze słodyczami, a później ze spożywką. Z Moritzem spotkaliśmy się przed kasą. W drodze powrotnej postanowiłam, że zapytam Moritza o jego przyjaciółkę.
- Długo znacie się z Ann? - spytałam niepewnie.
- Chodziliśmy razem do gimnazjum i liceum, ale później musiałem wyprowadzić się z Monachium do Dortmundu. - odpowiedział na moje pytanie.
- A po za przyjaźnią coś was łączy?
- Czyżbyś była zazdrosna? - spytał z uśmieszkiem na twarzy.
- Nawet gdyby to co? - spytałam.
- Ale nie denerwuj się. - powiedział przyciągając mnie do siebie.
 -Ja się nie denerwuje tylko pytam.
- Też tylko spytałem.
- Powiem to tylko raz. Jestem o Ciebie zazdrosna. - powiedziałam i na moich ustach zagościły wargi piłkarza namiętnie mnie całując.
- Moritz przestań dziecko patrzy. - zwróciłam mu uwagę kiedy już przestał mnie całować. Złapaliśmy się za ręce. Z mojej lewej strony szedł Moritz, a z drugiej Kamil. Po jakiś 40 minutach z powrotem byliśmy w domu. Weszliśmy do przedpokoju. Mały nawet się nie rozbierając wybiegł do ogrodu i zaczął krzyczeć :
- Ciocia i wujek sie ciałowali. - Ja z zakupami poszłam do kuchni natomiast Moritz wyszedł za małym do ogrodu gdzie chłopaki próbowali rozpalić grilla. Wchodząc do kuchni zobaczyłam, że prawie wszystko jest gotowe, brakowało jedynie sałatki, na którą składniki kupiłam. Rozpakowałam wszystkie zakupy i zabrałam się do jej przyrządzania. Po jakiś 20 minutach była gotowa i zaczęłam wszystko wynosić do ogrodu.
- Pomóc Ci? - spytała Weronika.
- Tam chyba coś jeszcze zostało do przyniesienia. - powiedziałam.
- To ja pójdę. - odparła. Kiedy poszła do kuchni ja zobaczyłam, że Moritz  gra w piłkę z Kamilem, mimowolnie się uśmiechnęłam
- Mamo! Wujek Mo naućił mnie glać w pilke.
- No widzisz jakiego masz fajnego wujka.
- No to już niedługo, pewnie będziesz lepszy od wujka. - zaśmiałam się.
- Nia pewnio. Ciocia a zaglaś z nami? - spytał i zrobił przy tym słodką minę.
- Jasne, że zagram. To gdzie ja mam stać?
- Ić na blamke. - powiedział Kamil i udałam się na wskazaną pozycję. Graliśmy tak dopóki Robert nie zawołał, że już wszystko gotowe. Ciężko było odciągnąć małego od piłki, ale jakimś cudem udało się to Moritzowi. Po zjedzonej kolacji poszłam na górę położyć Kamila. Małemu zamarzyła się bajka więc jakąś mu opowiedziałam i nawet nie wiem kiedy, ale zasnęłam razem z nim....

W to sie przebrała Klaudia jak wrócili ze sklepu. s

Strój głównej bohaterki, kiedy szła do sklepu z Kamilem i Moritzem. 


Jeżeli  wam się podobało to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza. :) O wiele lepiej się pisze ze świadomością, że ktoś to czyta. :) 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozdział 13


Weronika:
Po tym jak Klaudia poszła do swojego gabinetu ja jeszcze chwile stałam pod drzwiami dyrektora. W końcu się odważyłam i zapukałam do drzwi.
- Proszę. – usłyszałam i weszłam. – Proszę usiąść. – powiedział i wskazał na miejsce naprzeciwko siebie. Posłusznie zajęłam wskazane miejsce.
- O czym pan chciał ze mną rozmawiać? – spytałam.
- Słyszałem, że studiuje pani fizjoterapie.
- Tak.
- W związku z tym mam dla pani ofertę pracy jako fizjoterapeutka naszych kochanych pszczółek.
- Ale jak to ? – spytałam trochę zdziwiona kiedy na jego biurku ujrzałam swoje CV.
- Nasza fizjoterapeutka zaciążyła, a my szukamy nowej. Przejrzałem pani CV. Jest pani zainteresowana? – spytał prezes BvB.
- Od kiedy mogę zacząć? – spytałam z uśmiechem.
- Myślę, że od jutra.
- O której zaczynam?
- Tak jak chłopaki.
- Dobrze.
- Mam nadzieje, że pogodzi pani pracę ze studiami.
- Jakoś dam radę. – odpowiedziałam z uśmiechem. – Dziękuję i dowidzenia. – pożegnałam prezesa i wyszłam z jego gabinetu.
- Dowidzenia. – usłyszałam za drzwiami. Byłam ciekawa skąd miał moje CV. Spojrzałam na zegarek, chłopaki mieli jeszcze trening więc zmierzałam w stronę murawy. Przed wejściem na nią stała Klaudia i Robert.
- Gdzie ty byłaś? – spytał piłkarz kiedy mnie zauważył.
- U prezesa. – powiedziałam i znacząco spojrzałam na przyjaciółkę.
- I jak rozmowa? – spytała Klaudia.
- Jak rozmowa. – odpowiedziałam.
- Możesz trochę jaśniej? – spytała.
- Dostałam.
- Aaaaaaaaaa. Jezu nawet nie wiesz jak się cieszę. – krzyczała Klaudia.
- Ja tez. – powiedziałam i przytuliłam ją.
- Możecie mi powiedzieć o co chodzi? – powiedział zdezorientowany Lewandowski.
- Nie mów. – powiedziałam przyjaciółce na ucho.
- No nie dziewczyna ma przede mną tajemnice. – powiedział obrażonym tonem.
- Kochanie dowiesz się  w swoim czasie.  – odpowiedziałam mu po czym pocałowałam.
- To ja wam przeszkadzać nie będę. – powiedziała Klaudia i poszła na murawę.
- Lewandowski na boisko ! – krzyknął Klopp. Robert nic nie odpowiadając trenerowi pocałował mnie i pobiegł na murawę. Chwilę stałam tak jeszcze, ale postanowiłam w końcu pójść do przyjaciółki, która zawzięcia rozmawiała o czymś z trenerem. Kiedy do nich podeszłam :
- I jak rozmowa z prezesem? – spytał.
- Zakończona sukcesem. – odpowiedziałam.
- A więc bardzo się cieszę na naszą współpracę. – powiedział z uśmiechem.
- Ja również.
- Ja lecę do gabinetu bo zaraz zwierzątka się zlecą na pogawędkę. – oznajmiła Klaudia w tym samym czasie chłopaki zaczęli schodzić z boiska.
- Zdzwonimy się.  – powiedziałam, a ona na znak odpowiedziała mi uśmiechem i po chwili zniknęła w tunelu.
- Chłopaki do szatni, a potem do Klaudii. – powiedział trener, a chłopaki bez żadnego sprzeciwu powędrowali do szatni żeby się przebrać.
Klaudia:
 Siedziałam w swoim gabinecie czekając na nich. Pierwsi zjawili się Hummels, Kehl i Bedner. Zaraz za nimi wszedł Kuba, Łukasz, Robert, Marco, Mario, Moritz i reszta piłkarzy.
- No to zaczynamy. Jak dobrze wiecie w środę gracie mecz z Bayerem Leverkusen. Przez te następne trzy dni treningu moglibyście sobie odpuścić żarty, ale wiem, że i tak wam się nie uda. Wierzę jednak, że kiedy wyjdziecie już na boisko będziecie w pełni skoncentrowani i podążycie po zwycięstwo.
- Nie ma innej opcji. – powiedział Mario.
- No ja myślę. – powiedziałam z uśmiechem. – A teraz do szatni po swoje rzeczy i do domu.
- Tak jest pani psycholog. – krzyknęli zgodnie i momentalnie już nie było ich w gabinecie. Zebrałam wszystkie swoje rzeczy i miałam wychodzić kiedy w moim gabinecie ukazał się Moritz.
 - To jak jedziemy?
- Gdzie? – spytałam.
- No jak to gdzie mieliśmy dzisiaj wybrać meble. – powiedział z uśmiechem.
- A to zapomniałam, jedziemy. – powiedziałam, wzięłam torebkę i poszliśmy w stronę samochodu.   


Dzisiaj nieco krócej. Jeżeli się wam podobało to zostawcie po sobie jakiś ślad. :) 
A tak w ogóle to zastanawiam się czy jest sens abym pisała to dalej.? 

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 12


Kolacja u Błaszczykowskich przebiegła w miłej atmosferze. Czas zleciał bardzo szybko i nie wiedząc kiedy, ale musieliśmy się już zbierać. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wyszliśmy. Po drodze do domu miałam wrażenie jakby ktoś nas śledził.
- Co jest?  - spytał Moritz widząc moje zaniepokojenie.
- Wszystko jest okey.
- No przecież widzę, że coś jest nie tak. – powiedział po czym zatrzymaliśmy się na chwilę.
- Mam wrażenie jakby ktoś nas śledził. – powiedziałam przytulając się do piłkarza.
- Wszystko będzie okey. – powiedział i ruszyliśmy w dalszą drogę. W domu byliśmy po 10 minutach. Weszliśmy do środka. Po rozpłaszczeniu poszliśmy do salonu. Będąc już w salonie spojrzałam na zegarek było grubo po 22, więc postanowiłam iść na górę do łazienki, aby wziąć prysznic i jak najszybciej położyć się spać.
- Ja idę się myć. – powiedziałam i skierowałam się na górę.
- To może ja pójdę a tobą zaoszczędzimy czas. – powiedział wyszczerzając swoje zęby w uśmiechu i ruszył za mną. Po chwili byliśmy już w łazience. Chciałam sącząc się już rozbierać kiedy podszedł do mnie Moritz i zaczął mnie całować. Poddałam się jego namiętnym pocałunkom. Po jakiś 3 minutach byliśmy już bez ubrań. Weszliśmy pod prysznic, żeby w końcu się odświeżyć. Po jakiś 10 minutach skończyliśmy go brać, a ja ubrałam się w piżamy i powędrowałam do swojego pokoju, po drodze jednak wstąpiłam do pokoju przyjaciółki sprawdzić czy jest tu czy może u Roberta. Okazało się, że obydwoje są tym razem u nas w domu. Zamknęłam drzwi do pokoju i powędrowałam do swojego gdzie na łóżku leżał już Moritz. Wchodząc do swojego pokoju zamknęłam drzwi i dołączyłam do niego na łóżko. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i wtuliłam się w piłkarza. Po niespełna 10 minutach usnęłam ze zmęczenia.
Następnego dnia:
 Obudziłam się o 7.00. Moritz jeszcze spał więc postanowiłam go nie budzić i zejść na dół przygotować śniadanie. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni. Wchodząc do niej zdziwiłam się, ponieważ śniadanie było już gotowe.
- Hej. – przywitał mnie radosny głos przyjaciółki.
- Hej. – odpowiedziałam.
 - Kto by pomyślał, że to ja kiedyś wstanę wcześniej od Ciebie. – powiedziała śmiejąc się Weronika.
- Gdyby ktoś mi to kiedyś powiedział nigdy bym w to nie uwierzyła. – powiedziałam i wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Po chwili na dole zjawili się piłkarze.
- Co wy taki dobry humor od rana macie? – spytał zaspany Moritz.
- Witaj mój kochany śpiochu.- powiedziałam po czym podeszłam do niego i pocałowałam.
- Co za czułości. – wtrącił Robert.
- A co zazdrościsz? – spytałam.
- Masz czego. – odpowiedział Moritz znowu mnie całując, a po chwili wszyscy wybuchneliśmy głośnym śmiechem.
- Dobra, wystarczy tego siadać do stołu. – powiedziała Weronika. Po chwili każdy już siedział na miejscu i zajadał śniadanie. Po zjedzonym śniadaniu chłopaki zdeklarowali się, że posprzątają. Razem z przyjaciółką przystałyśmy na tę propozycję i kiedy chłopcy sprzątali po śniadaniu my poszłyśmy się szykować. Minęło jakieś pół godziny i zeszłam na dół w pełni gotowa. Zaraz za mną zeszła również Weronika. Po nas na górę poszli chłopaki się ogarnąć, ale im zajęło to z 5 minut i byli z powrotem na dole.
- Idę zrobić sobie kawę, chce ktoś? – spytałam kierując się w kierunku kuchni.
- Ja z chęcią się napiję. – powiedziała Weronika.
- Ja poproszę, ale herbatę. – powiedział Lewy.
- A ty słońce? – spytałam pomocnika BvB.
- Ja dziękuję. – odpowiedział, a ja poszłam do kuchni, aby przygotować napoje. Będąc już w kuchni wstawiłam wodę. Wiedziałam, że chwilę to potrwa, więc postanowiłam podziwiać widoki zza okna. Spoglądając tak przez nie zamyśliłam się. Po dłuższym czasie usłyszałam, że woda jest już gotowa. Zalałam nią stojące na stole kubki i czajnik odstawiłam na kuchenkę. Kubki z gotowymi napojami położyłam na tackę i zaniosłam do salonu. Stawiając tackę na stoliku w salonie spojrzałam na zegarek i ujrzałam na nim 9.30. Wypiłam kawę i stwierdziłam, że będę się już zbierała do pracy, bo pewnie na moim biurku będzie leżał stos papierów.  
- Ja już, będę leciała do pracy. – powiedziałam.
- Nie za wcześnie? – spytał Lewy.
- Troszkę tak, ale na biurku pewnie czeka na mnie stos papierów i jeszcze rozmowa z wami po treningu. – odpowiedziałam posyłając im uśmiech.
- To zaczekaj ja pójdę z tobą. – powiedział Moritz, po czym wstał kanapy i ruszył w stronę drzwi, a ja udałam się za nim.
- Do zobaczenia. – krzyknęłam na pożegnanie kiedy już wychodziliśmy z domu. Na Signal Iduna poszliśmy na piechotę, droga zajęła nam około 5 minut, ponieważ szliśmy spacerkiem. Wchodząc na stadion udałam się w stronę swojego gabinetu, natomiast Leitner poszedł do szatni. Otwierając drzwi do swojego gabinetu ku zdziwieniu na biurku nie było stosu papierów tylko karteczka, na której było napisane „ Zajrzyj proszę do mnie. J.Klopp. „. Zostawiłam swoje rzeczy w gabinecie i zgodnie z prośbą trenera powędrowałam do jego gabinetu. Stając przed drzwiami zapukałam i usłyszałam :
- Proszę.
- Dzień Dobry trenerze. – powiedziałam wchodząc.
- Witaj. – powiedział. – Proszę usiądź. – wskazał na krzesło.
- A więc o czym pan chce porozmawiać?
- Jest taka sprawa. 
- Tak?
- Zaciążyła nam fizjoterapeutka, może znasz jakąś osobę, która się tym specjalizuję.
- Tak się składa, że znam. – powiedziałam do trenera z uśmiechem.
- Z nieba mi spadłaś.
- Właściwie to miał pan ja przyjemność poznać.
- Czyżby to była dziewczyna naszego Lewuska? – zaśmiał się Klopp.
- Zgadł pan.
- To niech jak najszybciej przyniesie mi swoje CV.
- Jasne zaraz do niej zadzwonię.
- Robert już przyszedł?
- Nie. Na razie jest tylko Moritz.
- To dzwoń do Lewego żeby ją tu zabrał i niech jakoś potajemnie weźmie jej CV.
- Dobrze. – powiedziałam i opuściłam gabinet, w tym samym czasie wybierając numer do Lewego. Po kilkunastu sygnałach w końcu odezwał się jego głos:
- Halo?
- Nareszcie. – powiedziałam. – Jesteście jeszcze w domu?
- Tak .
- To dobrze. Zabieraj ze sobą Weronikę na trening.
- Nie ma sprawy.
 - Aha, i po tajemnie włóż do jej torebki CV.
- Skąd ja mam wiedzieć gdzie ona to trzyma? – spytał.
- W pierwszej szufladzie biurka powinna je mieć.
- Okey.
- Jak już będziecie to powiedz Weronice, że czekam na nią w gabinecie.
- Jasne.
- No to na razie.
- Do zobaczenia. – powiedział po czym się rozłączyłam i poszłam do swojego gabinetu. Nie minęło 10 minut i usłyszałam pukanie do drzwi :
- Proszę. – powiedziałam i w drzwiach zobaczyłam swoją przyjaciółkę.
- To co idziemy na murawę? – spytałam.
- Jasne tylko jeszcze wstąpię do kawiarenki po kawę.
- To może ty idź po kawę, a ja pójdę sprawdzić czy chłopaki nie rozrabiają.
- Jasne. – powiedziała po czym wyszła i skierowała się w stronę kawiarenki, natomiast ja wyjęłam z jej torby CV, które spakował tam Robert i powędrowałam na murawę.
- Oto jej CV. – powiedziałam podając je Jurgenowi.
- A przyjaciółkę gdzie zgubiłaś?
- Poszła to kawiarenki.
- Jak możesz to zwróć na chłopaków uwagę, a ja pójdę do dyrektora.
 -Nie ma sprawy. – odpowiedziałam, a Klopp kierował się już ku wyjściu z murawy. Po tym jak trener zniknął w tunelu podbiegł do mnie Lewy.
- Po co właściwie chciałaś CV Weroniki? – spytał.
- Wasza fizjoterapeutka zaciążyła i szukają nowej. Właśnie w tej sprawie Klopp poszedł do dyrektora. Tylko na razie nikomu nic nie mów nawet Weronice.
- Nie puszczę pary z ust.
- Tak trzymaj. A teraz wracaj do ćwiczeń. - powiedziałam z uśmiechem.
-  Tak jest pani psycholog. – powiedział i ruszył w stronę chłopaków, a ja zostałam sama. Po chwili dołączyła do mnie przyjaciółka.
 - A trener gdzie się podział? – spytała podając mi kubek z herbata.
- Musiał iść do dyrektora z ważną sprawa.
- Czyżby coś przeskrobał? – zaśmiała się Weronika. Stałyśmy tak jeszcze chwilę po czym dołączył do nas trener.
- Pani Weroniko – zaczął Jurgen.
- Weronika. – poprawiła go.
- Więc Weroniko dyrektor chce z tobą rozmawiać. – oznajmił jej Klopp.
- Ze mną.  – zdziwiła się.
- Tak. Klaudia Cię zaprowadzi.
- Naturalnie. – odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
- Choć.
- Już idę. – powiedziała i po chwili zniknęłyśmy w tunelu. Zaprowadziłam ją pod gabinet dyrektora.
- Życzę szczęścia. – powiedziałam po czym pocałowałam przyjaciółkę w policzek i poszłam do swojego gabinetu.

Strój głównej bohaterki. :) 
Jeżeli się wam podobało to zostawcie po sobie jakiś ślad. :D 

wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 11


Całą drogę ku wyjściu rozmyślałam nad tym czego Michał tak naprawdę chce. Gdy znaleźliśmy się już przed stadionem z rozmyślań wyrwał mnie głos Moritza:
- Dzwonił Kuba, zapraszają nas na kolację.
- Dobrze, o której mamy u nich być?
- O 19. – odpowiedział, a ja spojrzałam na zegarek.
- To zdążymy jeszcze pojechać do mnie do domu.
- Tak, ale po co?
- Muszę się przebrać. – powiedziałam posyłając mu mój najpiękniejszy uśmiech.
- Wyglądasz ślicznie. – opowiedział odwzajemniając uśmiech.
- Z dziewczyna nie wygrasz. – powiedział śmiejąc się Marco.
- Oj dobra chłopaki przestańcie. To co jedziemy?
- Jedziemy. – odpowiedział Moritz. Pożegnaliśmy się jeszcze  Reus’em i poszliśmy w stronę samochodu. Wsiedliśmy do auta i po 10 minutach byliśmy na miejscu. W domu znalazłam się w mgnieniu oka, szybko poleciałam na górę i zaczęłam przeglądać w co mogę się ubrać. Ostatecznie wybrałam rurki w kolorze miętowym, luźną białą bluzkę i na to czarną marynarkę. Teraz musiałam wybrać tylko buty. Postawiłam na wygodę i nałożyłam czarne baletki. Po jakiś 15 minutach zeszłam na dół już gotowa.
- Wyglądasz pięknie moja królewno. – powiedział Moritz.
- Już nie przesadzaj. – powiedziałam.
- Nie przesadzam. Idziemy? – spytał.
- Idziemy. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy i wyszliśmy. Droga do domu Błaszczykowskich zajęła 20 minut. Weszliśmy na przepiękną posesję. Zadzwoniliśmy do drzwi i otworzył nam je Kuba.
- Cześć. – powitał nas wesoło.
- Hej. – odpowiedzieliśmy równocześnie. Po naszych słowach dołączyła do nas żona i córeczka Kuby.
- Agata. Hej. – powitała nas gospodyni.
- Klaudia. Hej. – również przywitałam się i posłałam uśmiech.
- Kochanie przedstawisz się? – Kuba skierował pytanie do córeczki.
 - Dzień Dobly Oliwka jestem. – powiedziała nieśmiało dziewczynka.
- Hej. – odpowiedziałam małej zniżając się do jej wzrostu.
- No witaj moja mała królewno. – przywitał Moritz pociechę Błaszczykowskich.
-  Hej. – przywitała Oliwka jednego z wujków.
- Zapraszam dalej. – powiedziała z uśmiechem Agata i wskazała drogę do salonu. Skierowaliśmy się do niego.  
- Zaraz powinni zjawić się jeszcze Piszczki. – oznajmił Kuba.
- To w końcu poznam też te szczęściary Łukasza. – uśmiechnęłam się do pomocnika.
- Chcecie może coś do picia? – spytała Agata.
- Wodę. – powiedziałam.
- To ja przyniosę a wy tu sobie porozmawiajcie. – powiedział pomocnik BvB i poszedł do kuchni i razem z nim udał się również Leitner.
- Co Cię właściwie sprowadziło do Dortmundu? – spytała mnie Agata.
- Piłkarze z Borussii. – powiedziałam uśmiechając się. – A tak szczerze to chciałam wyrwać się z rodzinnego miasta i iść na psychologię. – skończyłam mówić i razem z Agatą usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
 - Przepraszam Cię na moment. – powiedziała z uśmiechem i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili do salonu gdzie bawiła się Oliwka wbiegła pociecha Piszczków.
- Dzień Dobly. – przywitała się.
- Hej. – odpowiedziałam i posłałam jej uśmiech.
- A ty jesteś dziewcinką wujka Molitza? – spytała uśmiechając się.
- Tak słoneczko. – usłyszałam za sobą głos piłkarza BvB.
- Wujek !!!! – krzyknęła dziewczynka i pobiegła do Moritza, ten wziął ja na ręce. – Fajnią masz dziewcine, a ja nową ciocie.
- No wiem. – odpowiedział.
- A jak maś na imię? – skierowała pytanie do mnie. 
- Klaudia. – powiedziałam uśmiechając się.
 - Ja jeśtem Śala.
- O Moritz widzę, że moja królewna już Cię zaatakowała. – powiedział Łukasz wchodząc z żoną do salonu.
- No jak widać.
- Cześć. – powiedziałam do nowo przybyłych gości.
- Witaj moja ulubiona pani psycholog. – powiedział wyszczerzając zęby Piszczek.
- Hej. My się jeszcze nie znamy. Ewa jestem. – odpowiedziała żona Łukasza.
- Klaudia. – uśmiechnęłam się i podałam rękę. 
- No to zapraszam do stołu. – zawołała Agata i wszyscy skierowali się w stronę jadalni. Zasiedliśmy do stołu.
 - Mam nadzieję, że będzie wam smakowało. – powiedziała gospodyni podając zapiekankę z makaronem.
- Zawsze smakuje. – wtrącił Łukasz.
- Smacznego. – powiedział Kuba na co wszyscy mu odpowiedzieliśmy i zaczęliśmy konsumować.
- Smaczne, jak zawsze. – skomentowała Ewa po zjedzeniu.
- Zgadzam się z Ewą. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Weronika :
Po zakończonym treningu pożegnałam się z przyjaciółką. Klaudia poszła do swojego gabinetu a ja udałam się przed stadion czekając na Lewego. Długo nie musiałam czekać, bo po jakiś 5 minutach zjawił się u mojego boku i ruszyliśmy do samochodu.
- Do mnie czy do Ciebie? – spytał.
- Do mnie. - powiedziałam, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. W domu byliśmy w niecałe 3 minuty. Będąc już na posesji Robert wysiadł i otworzył mi drzwi, wysiadłam i podeszliśmy do drzwi. W trakcie drogi szukałam kluczy w torebce  i w końcu je znalazłam. Weszliśmy do domu rozpłaszczyliśmy się. Lewandowski udał się do salonu natomiast ja poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, ale nic konkretnego nie znalazłam.
- Głodny? – spytałam.
- Jak wilk. – powiedział i znalazł się tuż za mną a jego ręce znalazły się na moich biodrach.  
- No to mamy mały problem, lodówka jest pusta. – powiedziałam.
- Nie ma problemu, zamówimy pizze. – powiedział to szczerząc swoje białe zęby w uśmiechu.
- Jedną dużą? – spytałam próbując wyswobodzić się z jego uścisku.
- Jasne.  
- To ja zamówię. – powiedział kiedy już przestał mnie całować i ruszył po telefon.
- To ja idę się odświeżyć. – dogoniłam go, musnęłam jego usta.
- Nie zaczekasz na mnie.
- Ty lepiej zamów pizze. – powiedziałam i już mnie nie było na dole. Poszłam do pokoju po ubrania. Wybrała krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka i poszłam do łazienki po 20 minutach byłam już odświeżona i zeszłam na dół. Wchodząc do salonu zauważyłam, że Lewy leży wygodnie na kanapie i lata po kanałach szukając czegoś co go zainteresuje. Nie widząc dla siebie miejsca na kanapie ruszyłam w stronę fotela, ale kiedy przechodziłam obok Roberta ten mnie złapał, przyciągnął do siebie i zaczął łaskotać.
- Przestań.
- Nie ma mowy.
- Robert proszę, wiesz że tego nie lubię. – powiedziałam i w końcu przestał mnie łaskotać. – Dziękuje.
- Ależ nie ma za co kochanie. – powiedział i zaczął mnie całować. Każdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, ale niestety przerwał nam dzwonek do drzwi.
- To ja otworzę. – powiedziałam.
- Ty sobie wygodnie posiedź a ja otworze. – powiedział po czym musnął moje wargi i poszedł otworzyć drzwi. Za chwilę z powrotem znalazł się w salonie z dwoma pudełkami od pizzy. Podnosiłam się z kanapy i poszłam do kuchni. Wzięłam dwie szklanki i sok. Z piciem powędrowałam do salonu i zajęłam wygodne miejsce obok piłkarza.
- Może jakiś film do tego? – spytał.
- Komedia romantyczna. – wiedziałam, że Robert ich nie lubi, ale zanim zdążył coś powiedzieć pocałowałam go.
- Niech Ci będzie.
- Kocham Cię.
- Też Cię kocham. – powiedział i włożył do dvd jakąś płytę z komedią, po czym wrócił na swoje miejsce. Razem z rozpoczęciem filmu zaczęliśmy konsumować pizzę. Film trwał półtorej godziny. Gdy skończyliśmy go oglądać na zegarku wybiła 19.
- To może dla odmiany teraz jakiś horror. – zaproponował Robert.
- Może być. – powiedziałam i napastnik Borussii poszedł zmienić płytę. Na szczęście ten horror nie był aż taki straszny, ale były momenty, w których wtulałam się w towarzysza.  Horror skończyliśmy oglądać o 22. Byłam tak zmęczona, że prawie usypiałam na siedząco. Wygramoliłam się z kanapy i razem z Lewym powędrowaliśmy na górę, żeby się położyć już spać, bo niestety rano czekały nas codzienne obowiązki. 

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 10


Klaudia : 
Wstałam o 10 i poszłam przygotować śniadanie, kiedy Moritz jeszcze spał. Śniadanie było gotowe w przeciągu 30 minut, a ja poszłam na górę ogarnąć się zanim wstanie mój kochany śpioch. Będąc na górze zanim poszłam do łazienki zajrzałam do sypialni, a on tam sobie słodko spal, więc poszłam do łazienki ogarnąć się. Ubrana, uczesana i lekko pomalowana zeszłam na dół do kuchni. Moritz dalej spał, a ja nie chciałam go budzić więc zjadłam śniadanie, pozmywałam po sobie naczynia i poszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam sobie telewizor. Skakałam po kanałach kiedy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Komórka leżała na stoliku obok telewizora. Wstałam i poszłam po telefon. Spojrzałam na ekran i ujrzałam numer przyjaciółki.
- Hej kochana. – powiedziała entuzjastycznie.
- Hej. – odpowiedziałam odwzajemniając entuzjazm.
- Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.
- No coś ty ja już od godziny nie śpię, no ale gdybyś miała sprawę do Moritza to raczej byś go obudziła.
- No to dobrze, że Robert do niego nie zadzwonił.
- Oj tam trochę by się powyzywali. – powiedziałam śmiejąc się do telefonu.
- Będziesz na treningu? – spytała zmieniając temat.
- Jasne, że będę przecież tam pra… znaczy Moritz mnie tam na pewno zabierze.
- To w takim razie do zobaczenia o 14. – powiedziała przyjaciółka i nie czekając na moja odpowiedź rozłączyła się. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Po drodze odłożyłam telefon na stolik w przedpokoju. Stojąc w kuchni twarzą do okna podziwiałam uroki wiosennej aury Dortmundu, gdy nagle na swoich biodrach poczułam dotyk. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą piłkarza.
 - Nareszcie wstał mój kochany śpioch. – powiedziałam a na moich ustach zagościł namiętny pocałunek  pomocnika BvB.
- Witaj miśku. – powiedział i znowu mnie pocałował.
- Wiesz, która jest godzina? – spytałam.
- Wcześnie rano.
- O ile 13 można nazwać wczesnym rankiem. – powiedziałam uśmiechając się. – Kawy? – spytałam kiedy woda była już gotowa.
- O takk.
- To siadaj śniadanie już gotowe. – powiedziałam i zalałam wodą dwa kubki. Po moich słowach Moritz zajął miejsce przy stole i kiedy już siedział podałam mu gotową kawę i sama usiadłam na przeciwko niego z kubkiem gorącej herbaty. Popijając herbatę spojrzałam na zegarek była już 13.20 a ja na 13.30 musiałam być na Signal Iduna Park, na szczęście spaliśmy dzisiaj u mnie, więc spokojnie zdążę.
- Dobra ja lecę kochanie. – powiedziałam i upiłam jeszcze łyk herbaty.
- Do zobaczenia na stadionie. – powiedział, a ja wychodząc z kuchni ucałowałam go w czoło. W szybkim tempie ubrałam się i wyszłam z domu. Droga na stadion zajęła mi niecałe 5 minut, więc nie spóźniłam byłam wręcz punktualnie o 13.30. Po drodze zastanawiałam się gdzie mogę znaleźć Jurgena Kloppa i postanowiłam, że pójdę do jego gabinetu. Będąc pod gabinetem zapukałam i usłyszałam :
 - Proszę. – po tych słowach weszłam do Sali.
- Dzień Dobry trenerze. – powiedziałam uśmiechając się.
- Dzień Dobry, co za punktualność. – odpowiedział z uśmiechem. – Gotowa do pracy?
- Gotowa.
- Tylko ostrzegam, że on lubią sobie żartować i często ich treningi, a z reszta co ja Ci będę mówił sama zobaczysz. A teraz choć pokarzę Ci twój gabinet.  Po tych słowach opuściliśmy pokuj Kloppa a udaliśmy się do mojego miejsca pracy.
- Oto twój gabinet. – powiedział po czym otworzył drzwi do pokoju przy, którym staliśmy. – Równo o 14 widzimy się na murawie. – dodał i opuścił mój gabinet. Chwilę porozglądałam się po pokoju i spojrzałam na zegarek, dochodziła 14 więc postanowiłam skierować się w stronę boiska. Po drodze wstąpiłam jeszcze do miejscowej kawiarenki po kawę. Równo o 14 weszłam na murawę gdzie byli już wszyscy piłkarze i moja przyjaciółka.
- Hej ! – krzyknęli równo.
- Cześć. – odpowiedziałam.
- Przed wami stoi nowy psycholog. – powiedział trener do chłopaków. Zawodnicy nie zdążyli mi nic powiedzieć, bo po słowach trenera zaraz przy mnie znalazł się Moritz przytulając mnie i całując.
- Dość tych czułości! – wydarł się Klopp. – Jazda na boisko, porozmawiacie sobie bo treningu. – po tych słowach chłopaki zaczęli rozgrzewkę a ja dosiadłam się na ławkę, na której siedziała już Weronika.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś? – spytała obrażonym tonem.
- Bo nie byłam pewna czy dostanę tę prace. Dowiedziałam się wczoraj po treningu, a poza tym chciałam żeby to była niespodzianka. Moritz też o tym nie wiedział, bo trener poprosił mnie o dyskretność wszyscy mieli dowiedzieć się na treningu.
- Mi mogłaś powiedzieć.
- Oj nie wkurzaj się już na mnie.  – powiedziałam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Wiesz, że nie potrafię się na Ciebie dugo złościć.
- Wiem i za to Cię kocham. – powiedziałam i ponownie przytuliłam przyjaciółkę.
- Słyszałam, że Moritz miał dla Ciebie jakąś niespodziankę.
- Dobrze słyszałaś.
- Nie pochwalisz się jaką?
- Kupił mieszkanie i zaproponował żebyśmy razem zamieszkali w nim razem. – odpowiedziałam przyjaciółce szczerząc się w uśmiechu.
- Mam nadzieję, że się zgodziłaś. – powiedziała uśmiechając się.
- Oczywiście, że tak.
- Nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę.
- Oj daj spokój. Założę się, że Lewy niedługo Cię też o to poprosi. – powiedziałam i zauważyłam, że Robert przysłuchuję się naszej rozmowie.
 - Chciałabym. – powiedziała Weronika i w tym samym momencie odwróciła się za siebie gdzie stał napastnik BvB.
- Co byś chciała? – spytał posyłając jej swój zniewalający uśmiech.
 - Tajemnica. Odpowiedziała odwzajemniając jego uśmiech.
- Lewandowski wracaj na boisko! – krzyknął wkurzony trener.
- Idę trenerze. – odpowiedział i pobiegł do chłopaków, którzy właśnie tworzyli drużyny. Robert był w drużynie między innymi z Mario, Marco, Łukaszem, Kubą, Moritzem i jeszcze kilkoma piłkarzami. W końcu trening dobiegł końca, chłopaki z drużyny Mario wygrali i cieszyli się jak dzieci. Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do swojego gabinetu zabrać się za papierkową robotę. Zaczęłam przeglądać papiery kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam i w drzwiach stał nie kto inny tylko Moritz.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś, że dostałaś ta pracę? – spytał i zrobił minę jak obrażone dziecko.
- To miała być niespodzianka po pierwsze, a po drugie trener mnie prosił o dyskretność. – powiedziałam i pocałowałam go.
- Przeprosiny przyjęte. – odpowiedział i wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu. – Dużo Ci jeszcze pracy zostało?
- Jeszcze trochę, muszę przejrzeć papiery i przygotować się do jutrzejszej rozmowy z wami na temat zbliżającego się meczu.
- To ja zaczekam na Ciebie w kawiarence. – powiedział  po czym musnął moje wargi i już go nie było. Po chwili znowu usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam, ale tym razem ujrzałam w nich Michała. – Czego ty znowu ode mnie chcesz? – spytałam podirytowana, że znowu go widzę. – Jak dobrze pamiętam to miałeś zniknąć z mojego życia.
- Ale ja nie potrafię bez ciebie żyć. Myślałem, że dam radę, ale się przeliczyłem.
- Chłopaku weź zrozum, że ja nie chcę do Ciebie wrócić. Ułożyłam sobie życie na nowo i nie mam zamiaru go zmieniać, bo ty sobie nagle przypomniałeś o mnie. – mówiłam, ale właśnie ktoś wszedł do środka. Był to Marco.
- Przeszkadzam? – spytał.
- Nie, właśnie skończyliśmy rozmowę. – spojrzałam znacząco na Michała, a ten wyszedł.
- Widziałem jak Moritz wchodził do ciebie do gabinetu, przepraszam nie powinienem był wchodzić.
- Nie dobrze, że przyszedłeś przynajmniej sobie poszedł.
- Wiem, że może nie powinienem się pytać, ale kto to był.
- Mój były. Próbuję do mnie wrócić. Nie może zrozumieć, że już go nie kocham i nie wrócę do niego.  
- A tak właściwie to czemu z nim zerwałaś? – spytał, a mi na samą myśl o tym wspomnieniu poleciały mi łzy.
- Wolałabym na razie o tym nie mówić.
- Moritz wie? – spytał i przytulił mnie do siebie.
- Nie. Wie o tym tylko Weronika.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Dobra muszę się w sobie zebrać, bo mam jeszcze trochę pracy.
- Jak będziesz chciała pogadać to możesz na mnie liczyć.
- Dziękuje.
- Wiesz gdzie jest Moritz?
- Powiedział, że poczeka na mnie w kawiarence.
- To ja pójdę do niego.
- Ok. Za jakieś 30 minut do was dołączę. – powiedziałam i posłałam mu uśmiech, on go odwzajemnił i wyszedł z gabinetu. Usiadłam za biurko i dokańczałam przeglądać papiery. Minęło pół godziny i w moim gabinecie znalazł się Moritz z Marco. Ubrałam się, wzięłam kilka papierów do domu i wyszliśmy.