wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 11


Całą drogę ku wyjściu rozmyślałam nad tym czego Michał tak naprawdę chce. Gdy znaleźliśmy się już przed stadionem z rozmyślań wyrwał mnie głos Moritza:
- Dzwonił Kuba, zapraszają nas na kolację.
- Dobrze, o której mamy u nich być?
- O 19. – odpowiedział, a ja spojrzałam na zegarek.
- To zdążymy jeszcze pojechać do mnie do domu.
- Tak, ale po co?
- Muszę się przebrać. – powiedziałam posyłając mu mój najpiękniejszy uśmiech.
- Wyglądasz ślicznie. – opowiedział odwzajemniając uśmiech.
- Z dziewczyna nie wygrasz. – powiedział śmiejąc się Marco.
- Oj dobra chłopaki przestańcie. To co jedziemy?
- Jedziemy. – odpowiedział Moritz. Pożegnaliśmy się jeszcze  Reus’em i poszliśmy w stronę samochodu. Wsiedliśmy do auta i po 10 minutach byliśmy na miejscu. W domu znalazłam się w mgnieniu oka, szybko poleciałam na górę i zaczęłam przeglądać w co mogę się ubrać. Ostatecznie wybrałam rurki w kolorze miętowym, luźną białą bluzkę i na to czarną marynarkę. Teraz musiałam wybrać tylko buty. Postawiłam na wygodę i nałożyłam czarne baletki. Po jakiś 15 minutach zeszłam na dół już gotowa.
- Wyglądasz pięknie moja królewno. – powiedział Moritz.
- Już nie przesadzaj. – powiedziałam.
- Nie przesadzam. Idziemy? – spytał.
- Idziemy. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy i wyszliśmy. Droga do domu Błaszczykowskich zajęła 20 minut. Weszliśmy na przepiękną posesję. Zadzwoniliśmy do drzwi i otworzył nam je Kuba.
- Cześć. – powitał nas wesoło.
- Hej. – odpowiedzieliśmy równocześnie. Po naszych słowach dołączyła do nas żona i córeczka Kuby.
- Agata. Hej. – powitała nas gospodyni.
- Klaudia. Hej. – również przywitałam się i posłałam uśmiech.
- Kochanie przedstawisz się? – Kuba skierował pytanie do córeczki.
 - Dzień Dobly Oliwka jestem. – powiedziała nieśmiało dziewczynka.
- Hej. – odpowiedziałam małej zniżając się do jej wzrostu.
- No witaj moja mała królewno. – przywitał Moritz pociechę Błaszczykowskich.
-  Hej. – przywitała Oliwka jednego z wujków.
- Zapraszam dalej. – powiedziała z uśmiechem Agata i wskazała drogę do salonu. Skierowaliśmy się do niego.  
- Zaraz powinni zjawić się jeszcze Piszczki. – oznajmił Kuba.
- To w końcu poznam też te szczęściary Łukasza. – uśmiechnęłam się do pomocnika.
- Chcecie może coś do picia? – spytała Agata.
- Wodę. – powiedziałam.
- To ja przyniosę a wy tu sobie porozmawiajcie. – powiedział pomocnik BvB i poszedł do kuchni i razem z nim udał się również Leitner.
- Co Cię właściwie sprowadziło do Dortmundu? – spytała mnie Agata.
- Piłkarze z Borussii. – powiedziałam uśmiechając się. – A tak szczerze to chciałam wyrwać się z rodzinnego miasta i iść na psychologię. – skończyłam mówić i razem z Agatą usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.
 - Przepraszam Cię na moment. – powiedziała z uśmiechem i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili do salonu gdzie bawiła się Oliwka wbiegła pociecha Piszczków.
- Dzień Dobly. – przywitała się.
- Hej. – odpowiedziałam i posłałam jej uśmiech.
- A ty jesteś dziewcinką wujka Molitza? – spytała uśmiechając się.
- Tak słoneczko. – usłyszałam za sobą głos piłkarza BvB.
- Wujek !!!! – krzyknęła dziewczynka i pobiegła do Moritza, ten wziął ja na ręce. – Fajnią masz dziewcine, a ja nową ciocie.
- No wiem. – odpowiedział.
- A jak maś na imię? – skierowała pytanie do mnie. 
- Klaudia. – powiedziałam uśmiechając się.
 - Ja jeśtem Śala.
- O Moritz widzę, że moja królewna już Cię zaatakowała. – powiedział Łukasz wchodząc z żoną do salonu.
- No jak widać.
- Cześć. – powiedziałam do nowo przybyłych gości.
- Witaj moja ulubiona pani psycholog. – powiedział wyszczerzając zęby Piszczek.
- Hej. My się jeszcze nie znamy. Ewa jestem. – odpowiedziała żona Łukasza.
- Klaudia. – uśmiechnęłam się i podałam rękę. 
- No to zapraszam do stołu. – zawołała Agata i wszyscy skierowali się w stronę jadalni. Zasiedliśmy do stołu.
 - Mam nadzieję, że będzie wam smakowało. – powiedziała gospodyni podając zapiekankę z makaronem.
- Zawsze smakuje. – wtrącił Łukasz.
- Smacznego. – powiedział Kuba na co wszyscy mu odpowiedzieliśmy i zaczęliśmy konsumować.
- Smaczne, jak zawsze. – skomentowała Ewa po zjedzeniu.
- Zgadzam się z Ewą. – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Weronika :
Po zakończonym treningu pożegnałam się z przyjaciółką. Klaudia poszła do swojego gabinetu a ja udałam się przed stadion czekając na Lewego. Długo nie musiałam czekać, bo po jakiś 5 minutach zjawił się u mojego boku i ruszyliśmy do samochodu.
- Do mnie czy do Ciebie? – spytał.
- Do mnie. - powiedziałam, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. W domu byliśmy w niecałe 3 minuty. Będąc już na posesji Robert wysiadł i otworzył mi drzwi, wysiadłam i podeszliśmy do drzwi. W trakcie drogi szukałam kluczy w torebce  i w końcu je znalazłam. Weszliśmy do domu rozpłaszczyliśmy się. Lewandowski udał się do salonu natomiast ja poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, ale nic konkretnego nie znalazłam.
- Głodny? – spytałam.
- Jak wilk. – powiedział i znalazł się tuż za mną a jego ręce znalazły się na moich biodrach.  
- No to mamy mały problem, lodówka jest pusta. – powiedziałam.
- Nie ma problemu, zamówimy pizze. – powiedział to szczerząc swoje białe zęby w uśmiechu.
- Jedną dużą? – spytałam próbując wyswobodzić się z jego uścisku.
- Jasne.  
- To ja zamówię. – powiedział kiedy już przestał mnie całować i ruszył po telefon.
- To ja idę się odświeżyć. – dogoniłam go, musnęłam jego usta.
- Nie zaczekasz na mnie.
- Ty lepiej zamów pizze. – powiedziałam i już mnie nie było na dole. Poszłam do pokoju po ubrania. Wybrała krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka i poszłam do łazienki po 20 minutach byłam już odświeżona i zeszłam na dół. Wchodząc do salonu zauważyłam, że Lewy leży wygodnie na kanapie i lata po kanałach szukając czegoś co go zainteresuje. Nie widząc dla siebie miejsca na kanapie ruszyłam w stronę fotela, ale kiedy przechodziłam obok Roberta ten mnie złapał, przyciągnął do siebie i zaczął łaskotać.
- Przestań.
- Nie ma mowy.
- Robert proszę, wiesz że tego nie lubię. – powiedziałam i w końcu przestał mnie łaskotać. – Dziękuje.
- Ależ nie ma za co kochanie. – powiedział i zaczął mnie całować. Każdy pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, ale niestety przerwał nam dzwonek do drzwi.
- To ja otworzę. – powiedziałam.
- Ty sobie wygodnie posiedź a ja otworze. – powiedział po czym musnął moje wargi i poszedł otworzyć drzwi. Za chwilę z powrotem znalazł się w salonie z dwoma pudełkami od pizzy. Podnosiłam się z kanapy i poszłam do kuchni. Wzięłam dwie szklanki i sok. Z piciem powędrowałam do salonu i zajęłam wygodne miejsce obok piłkarza.
- Może jakiś film do tego? – spytał.
- Komedia romantyczna. – wiedziałam, że Robert ich nie lubi, ale zanim zdążył coś powiedzieć pocałowałam go.
- Niech Ci będzie.
- Kocham Cię.
- Też Cię kocham. – powiedział i włożył do dvd jakąś płytę z komedią, po czym wrócił na swoje miejsce. Razem z rozpoczęciem filmu zaczęliśmy konsumować pizzę. Film trwał półtorej godziny. Gdy skończyliśmy go oglądać na zegarku wybiła 19.
- To może dla odmiany teraz jakiś horror. – zaproponował Robert.
- Może być. – powiedziałam i napastnik Borussii poszedł zmienić płytę. Na szczęście ten horror nie był aż taki straszny, ale były momenty, w których wtulałam się w towarzysza.  Horror skończyliśmy oglądać o 22. Byłam tak zmęczona, że prawie usypiałam na siedząco. Wygramoliłam się z kanapy i razem z Lewym powędrowaliśmy na górę, żeby się położyć już spać, bo niestety rano czekały nas codzienne obowiązki. 

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 10


Klaudia : 
Wstałam o 10 i poszłam przygotować śniadanie, kiedy Moritz jeszcze spał. Śniadanie było gotowe w przeciągu 30 minut, a ja poszłam na górę ogarnąć się zanim wstanie mój kochany śpioch. Będąc na górze zanim poszłam do łazienki zajrzałam do sypialni, a on tam sobie słodko spal, więc poszłam do łazienki ogarnąć się. Ubrana, uczesana i lekko pomalowana zeszłam na dół do kuchni. Moritz dalej spał, a ja nie chciałam go budzić więc zjadłam śniadanie, pozmywałam po sobie naczynia i poszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam sobie telewizor. Skakałam po kanałach kiedy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Komórka leżała na stoliku obok telewizora. Wstałam i poszłam po telefon. Spojrzałam na ekran i ujrzałam numer przyjaciółki.
- Hej kochana. – powiedziała entuzjastycznie.
- Hej. – odpowiedziałam odwzajemniając entuzjazm.
- Mam nadzieję, że Cię nie obudziłam.
- No coś ty ja już od godziny nie śpię, no ale gdybyś miała sprawę do Moritza to raczej byś go obudziła.
- No to dobrze, że Robert do niego nie zadzwonił.
- Oj tam trochę by się powyzywali. – powiedziałam śmiejąc się do telefonu.
- Będziesz na treningu? – spytała zmieniając temat.
- Jasne, że będę przecież tam pra… znaczy Moritz mnie tam na pewno zabierze.
- To w takim razie do zobaczenia o 14. – powiedziała przyjaciółka i nie czekając na moja odpowiedź rozłączyła się. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Po drodze odłożyłam telefon na stolik w przedpokoju. Stojąc w kuchni twarzą do okna podziwiałam uroki wiosennej aury Dortmundu, gdy nagle na swoich biodrach poczułam dotyk. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą piłkarza.
 - Nareszcie wstał mój kochany śpioch. – powiedziałam a na moich ustach zagościł namiętny pocałunek  pomocnika BvB.
- Witaj miśku. – powiedział i znowu mnie pocałował.
- Wiesz, która jest godzina? – spytałam.
- Wcześnie rano.
- O ile 13 można nazwać wczesnym rankiem. – powiedziałam uśmiechając się. – Kawy? – spytałam kiedy woda była już gotowa.
- O takk.
- To siadaj śniadanie już gotowe. – powiedziałam i zalałam wodą dwa kubki. Po moich słowach Moritz zajął miejsce przy stole i kiedy już siedział podałam mu gotową kawę i sama usiadłam na przeciwko niego z kubkiem gorącej herbaty. Popijając herbatę spojrzałam na zegarek była już 13.20 a ja na 13.30 musiałam być na Signal Iduna Park, na szczęście spaliśmy dzisiaj u mnie, więc spokojnie zdążę.
- Dobra ja lecę kochanie. – powiedziałam i upiłam jeszcze łyk herbaty.
- Do zobaczenia na stadionie. – powiedział, a ja wychodząc z kuchni ucałowałam go w czoło. W szybkim tempie ubrałam się i wyszłam z domu. Droga na stadion zajęła mi niecałe 5 minut, więc nie spóźniłam byłam wręcz punktualnie o 13.30. Po drodze zastanawiałam się gdzie mogę znaleźć Jurgena Kloppa i postanowiłam, że pójdę do jego gabinetu. Będąc pod gabinetem zapukałam i usłyszałam :
 - Proszę. – po tych słowach weszłam do Sali.
- Dzień Dobry trenerze. – powiedziałam uśmiechając się.
- Dzień Dobry, co za punktualność. – odpowiedział z uśmiechem. – Gotowa do pracy?
- Gotowa.
- Tylko ostrzegam, że on lubią sobie żartować i często ich treningi, a z reszta co ja Ci będę mówił sama zobaczysz. A teraz choć pokarzę Ci twój gabinet.  Po tych słowach opuściliśmy pokuj Kloppa a udaliśmy się do mojego miejsca pracy.
- Oto twój gabinet. – powiedział po czym otworzył drzwi do pokoju przy, którym staliśmy. – Równo o 14 widzimy się na murawie. – dodał i opuścił mój gabinet. Chwilę porozglądałam się po pokoju i spojrzałam na zegarek, dochodziła 14 więc postanowiłam skierować się w stronę boiska. Po drodze wstąpiłam jeszcze do miejscowej kawiarenki po kawę. Równo o 14 weszłam na murawę gdzie byli już wszyscy piłkarze i moja przyjaciółka.
- Hej ! – krzyknęli równo.
- Cześć. – odpowiedziałam.
- Przed wami stoi nowy psycholog. – powiedział trener do chłopaków. Zawodnicy nie zdążyli mi nic powiedzieć, bo po słowach trenera zaraz przy mnie znalazł się Moritz przytulając mnie i całując.
- Dość tych czułości! – wydarł się Klopp. – Jazda na boisko, porozmawiacie sobie bo treningu. – po tych słowach chłopaki zaczęli rozgrzewkę a ja dosiadłam się na ławkę, na której siedziała już Weronika.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś? – spytała obrażonym tonem.
- Bo nie byłam pewna czy dostanę tę prace. Dowiedziałam się wczoraj po treningu, a poza tym chciałam żeby to była niespodzianka. Moritz też o tym nie wiedział, bo trener poprosił mnie o dyskretność wszyscy mieli dowiedzieć się na treningu.
- Mi mogłaś powiedzieć.
- Oj nie wkurzaj się już na mnie.  – powiedziałam i przytuliłam się do przyjaciółki.
- Wiesz, że nie potrafię się na Ciebie dugo złościć.
- Wiem i za to Cię kocham. – powiedziałam i ponownie przytuliłam przyjaciółkę.
- Słyszałam, że Moritz miał dla Ciebie jakąś niespodziankę.
- Dobrze słyszałaś.
- Nie pochwalisz się jaką?
- Kupił mieszkanie i zaproponował żebyśmy razem zamieszkali w nim razem. – odpowiedziałam przyjaciółce szczerząc się w uśmiechu.
- Mam nadzieję, że się zgodziłaś. – powiedziała uśmiechając się.
- Oczywiście, że tak.
- Nawet nie wiesz jak ja Ci zazdroszczę.
- Oj daj spokój. Założę się, że Lewy niedługo Cię też o to poprosi. – powiedziałam i zauważyłam, że Robert przysłuchuję się naszej rozmowie.
 - Chciałabym. – powiedziała Weronika i w tym samym momencie odwróciła się za siebie gdzie stał napastnik BvB.
- Co byś chciała? – spytał posyłając jej swój zniewalający uśmiech.
 - Tajemnica. Odpowiedziała odwzajemniając jego uśmiech.
- Lewandowski wracaj na boisko! – krzyknął wkurzony trener.
- Idę trenerze. – odpowiedział i pobiegł do chłopaków, którzy właśnie tworzyli drużyny. Robert był w drużynie między innymi z Mario, Marco, Łukaszem, Kubą, Moritzem i jeszcze kilkoma piłkarzami. W końcu trening dobiegł końca, chłopaki z drużyny Mario wygrali i cieszyli się jak dzieci. Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do swojego gabinetu zabrać się za papierkową robotę. Zaczęłam przeglądać papiery kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam i w drzwiach stał nie kto inny tylko Moritz.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś, że dostałaś ta pracę? – spytał i zrobił minę jak obrażone dziecko.
- To miała być niespodzianka po pierwsze, a po drugie trener mnie prosił o dyskretność. – powiedziałam i pocałowałam go.
- Przeprosiny przyjęte. – odpowiedział i wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu. – Dużo Ci jeszcze pracy zostało?
- Jeszcze trochę, muszę przejrzeć papiery i przygotować się do jutrzejszej rozmowy z wami na temat zbliżającego się meczu.
- To ja zaczekam na Ciebie w kawiarence. – powiedział  po czym musnął moje wargi i już go nie było. Po chwili znowu usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę. – powiedziałam, ale tym razem ujrzałam w nich Michała. – Czego ty znowu ode mnie chcesz? – spytałam podirytowana, że znowu go widzę. – Jak dobrze pamiętam to miałeś zniknąć z mojego życia.
- Ale ja nie potrafię bez ciebie żyć. Myślałem, że dam radę, ale się przeliczyłem.
- Chłopaku weź zrozum, że ja nie chcę do Ciebie wrócić. Ułożyłam sobie życie na nowo i nie mam zamiaru go zmieniać, bo ty sobie nagle przypomniałeś o mnie. – mówiłam, ale właśnie ktoś wszedł do środka. Był to Marco.
- Przeszkadzam? – spytał.
- Nie, właśnie skończyliśmy rozmowę. – spojrzałam znacząco na Michała, a ten wyszedł.
- Widziałem jak Moritz wchodził do ciebie do gabinetu, przepraszam nie powinienem był wchodzić.
- Nie dobrze, że przyszedłeś przynajmniej sobie poszedł.
- Wiem, że może nie powinienem się pytać, ale kto to był.
- Mój były. Próbuję do mnie wrócić. Nie może zrozumieć, że już go nie kocham i nie wrócę do niego.  
- A tak właściwie to czemu z nim zerwałaś? – spytał, a mi na samą myśl o tym wspomnieniu poleciały mi łzy.
- Wolałabym na razie o tym nie mówić.
- Moritz wie? – spytał i przytulił mnie do siebie.
- Nie. Wie o tym tylko Weronika.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Dobra muszę się w sobie zebrać, bo mam jeszcze trochę pracy.
- Jak będziesz chciała pogadać to możesz na mnie liczyć.
- Dziękuje.
- Wiesz gdzie jest Moritz?
- Powiedział, że poczeka na mnie w kawiarence.
- To ja pójdę do niego.
- Ok. Za jakieś 30 minut do was dołączę. – powiedziałam i posłałam mu uśmiech, on go odwzajemnił i wyszedł z gabinetu. Usiadłam za biurko i dokańczałam przeglądać papiery. Minęło pół godziny i w moim gabinecie znalazł się Moritz z Marco. Ubrałam się, wzięłam kilka papierów do domu i wyszliśmy.  

środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 9


- Co to za niespodzianka?  - spytała zaciekawiona?
- Niespodzianka to w sumie dopiero będzie jak się zgodzisz.
- Na co mam się zgodzić?
- Chciałbym żebyśmy…. kurde no Kocham Cię i chciałbym żebyś ze mną zamieszkała. – powiedział po czym wbił wzrok w ziemię.
- Nie wiem co mam powiedzieć, zaskoczyłeś mnie.
- Powiedz, że się zgadzasz. – powiedział błagalnym tonem, ale dalej jego wzrok błądził gdzieś po ziemi.
- Oczywiście, że się zgadzam. Też Cię Kocham. – powiedziałam po czym namiętnie go pocałowałam, co nie uszło uwadze Mario i Marco, którzy właśnie wyszli przed stadion.
- Jak słodziutko. – odezwał się Goetze.
- Szczęściarz z Ciebie. – dodał Reus.
- Wiem.
- Skromny jesteś. – zaśmiał się Mario.
- Marco jestem pewna, że już niedługo spotkasz tą jedną jedyną. – powiedziałam i posłałam mu uśmiech pełen nadziei.
- Idziemy? – spytał Moritz.
- Jasne. Do zobaczenia chłopaki. – powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich.
- Narazie. – odpowiedzieli równocześnie, a my ruszyliśmy w stronę samochodu. Wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy. Byłam przekonana, że pojedziemy do mnie lub do niego, ale nie jechaliśmy w żadnym z tych kierunków.
- Gdzie jedziemy? – spytałam.
- Niespodzianka. – odpowiedział uradowany, a ja postanowiłam dalej nie drążyć tego tematu bo wiedziałam, że z nim i tak nie wygram. W końcu zatrzymaliśmy się . Moritz wysiadł z auta więc ja zrobiłam to samo. Podszedł do mnie i chciał zacząć zawiązywać mi oczy.
- Ej co ty robisz to się może nie udać. – powiedziałam.
- Ufasz mi ?
- Tak.
- Kocham mnie?
- Oczywiście, że tak.
- No więc pozwól żebym zawiązał Ci oczy, bo to ma być niespodzianka. – powiedział zawiązując mi oczy po czym musnął moje wargi i ruszyliśmy. Nagle poczułam, że weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia.
- Mam nadzieję, że Ci się spodoba. – powiedział po czym zdjął mi opaskę z oczu, a ja zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy.
- I jak podoba Ci się ? – spytał i skierował niepewny wzrok na mnie.
- Bardzo. – powiedziałam i pocałowałam.
- Teraz tylko pozostaje nam je urządzić.
- Dziękuje.
- Za co?
- Za ten dom. - odpowiedziałam. – Kocham Cię. – dodałam.
- Ja bardziej. – powiedział, przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Po pocałunkach rozejrzałam się jeszcze po naszym nowym mieszkaniu. Po jakiś 20 minutach wyszliśmy z niego i udaliśmy się do samochodu. Stał on jakieś 3 minuty od nowego domu. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do mojego już starego mieszkania. Podjechaliśmy pod dom i zdziwiłam się, że Weronika jest w nim, bo miała być dzisiaj u Roberta.  Wysiedliśmy z auta i poszliśmy do domu. Byłam pewna, że w domu jest Weronika ale kiedy na kanapie w salonie ujrzałam Michała bałam się, że przez niego stracę chłopaka, którego kocham i na którym mi zależy jak na nikim innym.
- Co ty tu kurwa robisz? – spytałam zdenerwowana.
- Siedzę.
- To kurwa widzę. Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam i jak wszedłeś do środka?
- Mam swoje sposoby. Możemy porozmawiać?
- Wszystko co miałam do powiedzenia powiedziałam Ci ostatnim razem.
- Ale daj mi się chociaż wytłumaczyć.
- Z tego, że zdradziłeś mnie z moja kuzynką i to jeszcze na moich oczach i u mnie w domu ? Śmieszny jesteś.
- Dobrze wiesz, że byłem pijany.
- To niczego nie usprawiedliwia.
- Wybacz mi proszę.
- Wyjdź i nie pokazuj mi się więcej na oczy.
- Ale.. – chciał coś jeszcze powiedzieć ale przerwał mu Moritz.
- Słyszałeś co powiedziała?
- Tak.
- Więc na co czekasz?
- Ja ją kocham i chce żeby była szczęśliwa ze mną.
- Jakbyś nie zauważył  jestem szczęśliwa ale nie z tobą  mam chłopaka, którego kocham nad życie nie możesz tego zauważyć?
- Wiec jeżeli chcesz żeby była szczęśliwa to zniknij z jej życia raz a na zawsze.
- Wyjdź ! – krzyknęłam nie chcąc już na niego patrzeć i nie mając sił na dalszą rozmowę. O dziwo posłuchał. Przechodząc koło mnie popatrzył na mnie tym swoim przepraszającym wzrokiem i w końcu wyszedł, a ja poszłam usiąść na kanapie. Po chwili dosiadł się do mnie Moritz a ja się w niego wtuliłam. Siedzieliśmy tak z dobre dwie godziny nie rozmawiając kiedy stwierdziłam, że zgłodniałam.
- Zgłodniałam, masz jakieś specjalne życzenia? – spytałam próbując wygramolić się z kanapy.
- Spaghetti. – mówiąc to zrobił taki sam wyraz jak kot ze shrek’a co mnie rozbawiło.
- Dla ciebie wszystko. – powiedziałam i Moritz mnie pocałował.
- Obiad się sam nie zrobi. – przypomniałam mu i już mnie puścił. Poszłam do kuchni aby sprawdzić czy mam wszystkie składniki do przygotowania dzisiejszego obiadu, okazało się, że wszystko mam więc zaczęłam go przygotowywać. Nalewając wodę do garnka nagle na swoich biodrach poczułam ręce mojego chłopaka.
- Może Ci w czymś pomóc?
- Nie musisz dam sobie radę. – powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
- To ja pójdę do salonu, ale jakbyś jednak chciała żebym Ci pomógł to wołaj.
- Jak coś to zawołam. – powiedziałam i zabrałam się do przygotowywania obiadu, a Moritz tak powiedział poszedł do salonu i zaczął oglądać powtórkę meczy Borussii z Werderem Bremą. Minęło jakieś 40 minut i obiad był już gotowy.
- Obiad gotowy. – krzyknęłam i w mgnieniu oka w kuchni znalazł się pomocnik BvB. Zasiedliśmy i zjedliśmy obiad w milczeniu. Po obiedzie miałam pozmywać naczynia, ale Moritz stwierdził, że skoro ja zrobiłam obiad to on pozmywa naczynia. Chłopak zabrał się do sprzątania a ja poszłam do salonu.
Weronika:
Po wyjściu ze szpitala od przyjaciółki pojechaliśmy z powrotem do Roberta. Będąc już w domu od razu podążyłam na górę do łazienki wziąć prysznic. Po prysznicu przebrałam się w piżamy i poszłam położyć się bo byłam zmęczona wydarzeniami z tego dnia. Leżąc w łóżku czekałam na Roberta, ale nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
 Następnego dnia:
Wstałam dość wcześnie ale zauważyłam, że Roberta już nie ma na górze. Spojrzałam na zegarek była 8 a trening miał dzisiaj na 11. Postanowiłam, że pierw pójdę się ogarnąć i dopiero zejdę na dół. Więc poszłam do łazienki i wzięłam poranną kąpiel. Ubrałam się, uczesałam i schodziłam właśnie na dół do kuchni żeby zrobić sobie kawę. Wchodząc do kuchni zobaczyłam już gotowe śniadanie i Roberta, który na mnie czeka.
- Hej mój kochany śpiochu. – zawołał radośnie na powitanie.
- Hej kochanie. – powiedziałam i pocałowałam.
- Śniadanie już gotowe więc zapraszam. – powiedział z uśmiechem na twarzy po czym podszedł ze mną do jednego z krzeseł i odsunął mi krzesło, a następnie sam poszedł zając drugie miejsce.
- Smacznego. – powiedziałam z uśmiechem. Zjedliśmy śniadanie i zaczęłam po nim sprzątać.
- Daj spokój ja sprzątnę. – powiedział.
- Ja posprzątam a ty idź się szykować na trening, bo dochodzi 9 a za nim ty się przygotujesz minie  40 minut i będziesz już musiał wychodzić. – odpowiedziałam i zabrałam się za sprzątanie.
- A może pójdziesz ze mną na trening?
- Dzisiaj mam zamiar się trochę po leniwić. Nie obrazisz się jak nie pójdę?
- No co ty głuptasie. To ja idę się pakować. – powiedział i powędrował na górę. Tak jak mówiłam minęło 40 minut zanim Robert na powrót zszedł na dół i była już 10.30 więc musiał już jechać na trening. Kiedy Roberta już nie było postanowiłam, że ogarnę trochę w domu a później obejrzę jakiś film. Sprzątanie zajęło mi jakieś 2 godziny, więc skończyłam o 12.30. Poszłam do salonu, usiadłam wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor. Zaczęłam skakać po kanałach, żeby znaleźć coś ciekawego. W końcu znalazłam jaką komedię romantyczną. Oglądając ja straciłam poczucie czasu, bo nawet nie zauważyłam kiedy Robert wrócił z treningu.
- Hej kochanie już jestem. – powiedział Lewy wchodząc do salonu.
- Hej słońce. – powiedziałam, a on pocałował mnie.
- Głodna?
- Trochę. – powiedziałam uśmiechając się.
- To ja idę przygotować obiad.
- Może Ci pomóc?
- Dam sobie radę. Jak będzie gotowy to dam znać. – powiedział i zniknął w kuchni a ja wróciłam do oglądania filmu. Po półtorej godzinie skończył się film i miałam iść do kuchni sprawdzić jak mu idzie robienie obiadu, ale w tym samym czasie Robert przyszedł do salonu i zawołał mnie na gotowy już obiad. Nie wiedziałam co on przygotuję ale byłam pewna, że będzie to pyszne bo wiedziałam, że dobrze gotuje. Zasieliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść przygotowaną przez napastnika BvB zapiekankę z makaronem. Nie myliłam się była pyszna. Po obiedzie to ja posprzątałam a Robert w tym czasie wybierał nam film.
- Film już przygotowany.  – krzyknął Robert z salonu.
- Już idę. – powiedziałam i po chwili byłam już w salonie na kanapie. Robert siedział a ja wygodnie położyłam się na jego kolanach. Gdy zaczęliśmy oglądać film była już 16.30. Lewy wybrał jakiś film akcji, bo za komediami to on nie przepadał. Mimo, że dzisiaj nie za bardzo się przemęczyłam to i tak byłam zmęczona. Nie obejrzałam nawet całego filmu bo pewnie jakoś w połowie zasnęłam.

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 8


Weronika:
Po telefonie od Moritza razem z Robertem jak najszybciej pojechaliśmy do szpitala. Będąc już na miejscu napisałam sms’a do Moritza, żeby wyszedł po nas przed szpital. Po chwili przyszedł po nas i zaprowadził pod salę gdzie leżała Klaudia. Będąc pod sala siedzieliśmy jak na szpilkach czekając na lekarza. Długo czkać nie musieliśmy, bo po jakiś dwóch minutach naszego czekania lekarz w końcu wyszedł.
- I co z nią ? – spytał zniecierpliwiony Moritz.
- Dobrze, stan się ustabilizował. Pańska dziewczyna jak mniemam przedawkowała leki nasenne, ale wszystko wróciło już do normy. – powiedział lekarz.
 - Dzięki bogu. – powiedziałam po czym wtuliłam się w Roberta.
- A czy ja mogę teraz do niej wejść? – spytał Leitner.
- Tak, tylko pacjentka jest troszkę osłabiona.  – odpowiedział lekarz, a Moritza już przy nim nie było.
Klaudia:
 - Hej. – powiedział Moritz, podszedł do mnie i pocałował.
- Hej. – powiedziałam uśmiechając się do niego.
- I jak się czujesz?  - spytał z zatroskana mina.
- Bywało lepiej.
- Wiesz jakiego stracha mi napędziłaś? Więcej nie rób takich głupstw.
- Przepraszam. Obiecuję, że już nigdy tego nie zrobię. – powiedziałam i pocałowałam go.
- Na korytarzu jest Weronika z Robertem, zawołać ich?
- No pewnie. – powiedziałam, a po moich słowach Leitner podszedł do drzwi, otworzył je i zawołał ich.
- Hej kochana. – przywitała mnie przyjaciółka obdarowując uśmiechem.
- Hej mała. – powitał mnie Robert.
- Hej. – odpowiedziałam.
- Jak się czujesz? – spytała przyjaciółka z zatroskana miną.
- Powoli coraz lepiej.
- Słońce chcesz coś ze sklepiku?  - spytał mój chłopak.
- Jakiegoś soku bym się napiła.
- Nie ma sprawy. Robert idziesz ze mną. ?
- Jasne. – powiedział Lewy i wyszli a ja zostałam z przyjaciółką.
- A teraz powiedz mi czemu to zrobiłaś.? – powiedziała przyjaciółka.
- Chciałam choć na trochę móc o tym zapomnieć o dzisiejszym zdarzeniu i usnąć. Wiedziałam, że jak Moritz będzie w domu to nie spuści mnie ani na chwilę z oczu. Więc poprosiłam żeby poszedł do sklepu.
- Warto było przez niego wziąć aż tyle tych tabletek żeby teraz leżeć w szpitalu? Wydaje mi się, że nie.
- No nie było warto.
- No właśnie. – powiedziała i do Sali weszli chłopacy.
- Rozmawiałem z lekarzem i powiedział, że jutro o 10 Cię wypisują. – powiedział Leitner z uśmiechem.
- My będziemy się już zbierać. – stwierdziła przyjaciółka.
- To w takim razie do jutra. – powiedziałam z uśmiechem.
- Trzymaj się i nie rób więcej takich głupstw , bo nam Moritz tu na zawał padnie. – powiedział Robert śmiejąc się.
- Obiecuję, że nie zrobię.
- Pa. – powiedziała Weronika.
- Pa. – odpowiedziałam.
- Jutro przyjadę po ciebie o 10. – powiedział Leitner.
- Nie masz wtedy treningu? – spytałam.
- Mam, ale dopiero na 11.- powiedział. – Zapomniałbym trener prosił, żebyś przyszła jutro na trening.
- No dobrze.
- Do jutra. Kocham Cię. – powiedział, pocałował mnie w namiętnie po czym opuścił salę, nawet nie zdążyłam mu odpowiedzieć. Zmęczona po całym dzisiejszym zajściu szybko usnęłam.
Następnego dnia:
  Wstałam o 9.00. 15 minut po 9 przyszła pielęgniarka.
- Może się pani już zbierać, lekarz przyjdzie za 20 minut z wypisem. – powiedziała uśmiechając się do mnie.
- Dobrze. – odpowiedziałam jej odwzajemniając uśmiech. Poszłam do łazienki z torbą, którą przywiózł mi wczoraj Moritz. W torbie znalazłam niebieskie rurki, białą bluzkę i niebieską bejsbolówkę. Wrzuciłam to na siebie. Włosy związałam w wysokiego kitka. Wchodząc z powrotem do sali, w której leżałam ujrzałam mojego chłopaka czekającego na mnie.
- Hej skarbie. – powiedział kiedy weszłam do Sali.
- Hej misiu. – powiedziałam po czym podeszłam do niego i pocałowałam go na powitanie.
- Co za miłe powitanie. – powiedział śmiejąc się.
- Ciebie zawsze będę tak witała. – powiedziałam i również zaczęłam się śmiać.
- Gotowa?
- Gotowa, jeszcze tylko lekarz musi przyjść z wypisem powiedziałam, a po moich słowach do sali wszedł lekarz z wypisem.
- Widzę, że pani już w pełni gotowa do wyjścia. – zauważył lekarz.
- Jeszcze tylko wypisu mi brakuje. – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie podszedł i wręczył wypis.
- Teraz ma już pani wszystko.
- Teraz już tak.
- Tylko proszę uważać z lekarstwami na następny raz.
- Będę uważała. Do widzenia. – powiedziałam i razem z Leitnerem ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Do widzenia. – rzucił lekarz. Jak opuszczaliśmy szpital wyciągnęłam telefon i spojrzałam na zegarek była 10.30.
- Powinniśmy się pośpieszyć jeżeli nie chcemy się spóźnić. – powiedziałam.
- Zdążymy. – uśmiechnął się Leitner. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę Signal Iduna Park. Na miejscu byliśmy w ciągu 20 minut. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy na stadion. Moritz poszedł do szatni a ja wyszłam na murawę widząc, że jest tam już trener Klopp.
- Dzień Dobry. – przywitałam się z Jurgenem.
- Dzień Dobry. Dobrze, że Cię widzę. – odpowiedział.
- Coś się stało? – spytałam trochę nie pewna tego co on chce mi powiedzieć.
- Pamiętasz ja rozmawialiśmy o twojej ewentualnej pracy jako psycholog u nas?
- No jasne, że pamiętam.
- No więc tak, wczoraj po tym jak dałaś mi swoje CV poszedłem do zarządu, aby je im pokazać. I możesz być z siebie dumna, bo od dzisiaj jesteś panią psycholog BvB. – powiedział z uśmiechem Klopp.
- Naprawdę? – spytałam go nie dowierzając.
- Tak.
- Dziękuję bardzo. – powiedziałam po czym przytuliłam Kloppa. Po chwili usłyszałam :
- Ej bo będę zazdrosny. – powiedział ktoś stojący za mną i w tym momencie oderwałam się od Jurgena i odwróciłam się.
- Weź bo nam naszego kochanego trenera udusisz. – dodał Mario.
- I co my wtedy zrobimy? – wtrącił Reus.
- Nie uduszę. – odpowiedziała im.
- Co ty taka szczęśliwa?  - spytał Piszczek podchodząc z Kubą, Robertem i Moritzem.
- Jutro się wszystkiego dowiecie. A teraz na rozgrzewkę 10 kółeczek. – rzekł trener. Chłopaki zaczęli biegać wyznaczone 10 kółek przez Kloppa, kiedy już byli na tyle daleko, że nie mogli nas usłyszeć:
- Tylko nic nie mów Moritzowi, bo nasz kochany pomocnik zaraz się wszystkim pochwali jaką ma wspaniałą dziewczynę. – powiedział a ja się zaczerwieniłam.
- Bez przesady zaraz taką wspaniałą. – powiedziałam i poszłam usiąść na ławkę rezerwowych.  Przez następne dwie i pół godziny siedziałam i oglądałam chłopaków. Oczywiście chłopacy jak zawsze odwalali na treningu. Nareszcie trening dobiegł końca. Wstałam z ławki i podeszłam do trenera kiedy chłopaki kierowali się już w stronę szatni.
- Trenerze, o której mam jutro być? – spytałam.
-  Trening zaczyna się o 14, więc bądź na 13.30.
- Dobrze. – rzekłam i wtedy przy nas znalazł się Moritz.
- To ja lecę się przebrać i idziemy. – powiedział po czym musnął moje wargi i zniknął w tunelu, a ja skierowałam się w stronę wyjścia. Wyszłam przed stadion, przed nim stali już Kuba i Łukasz. Podeszłam do nich.
- Nie nudziło Cię siedzenie i patrzenie się na nas dwie i pół godziny? – zapytał Błaszczykowski.
- Skąd od razu pomysł, że patrzyłam się na was.
- A no tak zapomniałem. – zaśmiał się Piszczek. – Patrzyłaś na Moritza.
- A tak właśnie na niego . – również się zaśmiałam, a przed stadion wyszedł właśnie mój kochany chłopak.
- Może wpadniecie do nas? – spytał Kuba. – Agata Cię pozna. – dodał i uśmiechnął się.
- Z przyjemnością.
- No to jeszcze się zdzwonimy.
- Okey.
- To w takim razie do zobaczenia. – powiedział Kuba i już go nie było.
- Też będę się już zbierał. – powiedział Piszczek.
- Na razie. – pożegnaliśmy się i zostaliśmy sami przed stadionem.
- Może zaprosimy wszystkich na grilla do nas? – spytał Moritz.
- Do nas? – powiedziałam zdziwiona.
- O kurczę zupełnie zapomniałem o niespodziance dla Ciebie.
- Jaka to niespodzianka? – spytałam zaciekawiona.
- Chciałbym, żebyśmy….

czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 7


Trening skończył się o 18. Chłopaki zeszli do szatni, a do mnie podszedł trener.
- Słyszałem, że pani studiuje psychologię. Czy to prawda?  - spytał.
- Tak studiuję. – odpowiedziałam. - Ale jakbym mogła pana prosić żeby zwracał się pan do mnie po imieniu. – powiedziałam z uśmiechem.
- Oczywiście nie ma problemu. Wracając to wcześniejszego tematu. Nasza pani psycholog na zaciążyła i szukamy nowej, słyszałem o tobie.
- Aha, mam przy sobie CV i jakby trener był zainteresowany to mogę dać. – uśmiechnęłam się.
- O! Mogę przejrzeć i odezwę się do pa… do Ciebie. – odwzajemnił uśmiech. Sięgnęłam do torby po CV i je mu podałam.

Weronika:
Po skończonym treningu do Klaudii podszedł trener a ja postanowiłam, że pójdę za chłopakami. Postanowiłam, że poczekam na nich wszystkich przed stadionem. Wychodząc przed stadion zauważyłam, że przed nim stoi jakiś chłopak, który wyglądał strasznie znajomo. Po chwili odwrócił się i zaczął iść w moim kierunku, wtedy zdałam sobie sprawę skąd go znam.
- Co ty tu w ogóle robisz? – spytałam kiedy podszedł bliżej.
- Przyjechałem odwiedzić swoją dziewczynę.
- Byłą dziewczynę. – poprawiłam go i usłyszałam jak ktoś nad chodzi z tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam przyjaciółkę.
- Co ty tu robisz? – spytała.
- Przyjechałem Cię odwiedzić. – powiedział.
- Skąd wiedziałeś, że akurat o tej porze tu będę? – spytała podirytowana.
- Od twojej kochanej kuzynki.
- Zatłukę tą kurwę. – powiedziałam. I w tym momencie wyszedł Robert, Moritz i jeszcze kilku innych piłkarzy BvB. W sekundę przy mnie znalazł się Lewy a przy Klaudii Moritz.
- Kto to jest? – spytał Leitner.
-  Michał, były Klaudii. – powiedziałam.
- Czego chcesz? – spytała przyjaciółka.
- Chcę żebyś do mnie
- Między nami już wszystko skończone, nie wrócę do Ciebie zapomnij! – krzyczała Klaudia.
- Tak łatwo Ci tego nie odpuszczę. Nie pozwolę Ci na to.
- Ja już od Ciebie odeszłam, i nie wrócę. Zapomniałeś już co zrobiłeś? Mam Ci kurwa przypomnieć? Odpierdol się ode mnie raz na zawsze.
- Słyszałeś co powiedziała, czy ogłuchłeś?  -spytał Moritz.
- O widzę, że znalazłaś już sobie nowego.
- Huj Ci do tego. – powiedziała.
- Dużo mi do tego, bo ja Cie nadal Kocham.
- Teraz Cię wzięło na romantyzm. Trzeba było jej nie zdradzać z jej kuzynką. –
powiedziałam.
- Nie moja wina, że pchała mi się do łóżka.
- Nie mam zamiaru go dłużej oglądać. – rzuciła Klaudia i ruszyła w stronę naszego domu, a zaraz za nią pobiegł Moritz.
- Daj jej spokój. – powiedziałam i złapałam Roberta za rękę i pociągnęłam za sobą do naszego domu. Będą już po mieszkaniem
- Może dajmy im trochę czasu. – powiedział Robert.
- Może i masz rację. – powiedziałam po czym poszliśmy do samochodu Roberta i pojechaliśmy do niego. Po doradzę nie rozmawialiśmy, dopiero kiedy dojechaliśmy pod dom i wysiedliśmy z auta Lewy podszedł i powiedział :
- Będzie dobrze. Poradzą sobie. Moritz jej nie zostawi możesz być spokojna.
- To wiem. Widać, że mu na niej zależy.
- To o co chodzi?
- Ciężko przeżyła rozstanie z nim. Zdradził ją z jej kuzynka. One były dla siebie jak siostry.- powiedziałam ze łzami w oczach. Kiedy zauważył, że płacze podszedł i mnie przytulił. Po chwili weszliśmy do domu. Zdjęłam kurtkę, buty i poszłam usiąść na sofę do salonu. Robert poszedł do kuchni.
- Chcesz coś do picia? – spytał
- Nie dziękuje. – powiedziałam. Po chwili do salonu wszedł tez Robert.
- Zgłodniałem, może coś zamówimy? – spytał.
- Pizze. – powiedziałam z uśmiechem.
- Tą co zwykle?
- Tak. – powiedziałam sięgając po pilota. Zaczęłam skakać po kanałach a Robert w tym czasie zadzwonił do pizzerii.
- To co dziś oglądamy? – spytał.
- W sumie to nie wiem.
- Może jakąś komedię, żeby poprawić sobie humor choć na trochę. ?
- Możesz coś włączyć. – powiedziałam. Zaczęliśmy oglądać film i po jakiś 20 minutach jego trwania, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja pójdę. – powiedziałam i poszłam otworzyć drzwi. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam w nich dwie kobiety, jedna z nich była starsza a druga młoda.
- Dzień Dobry. Jest Robert? – zapytała starsza.
- Dzień Dobry. Tak jest. Proszę niech panie wejdą.  – odpowiedziałam. – Robert !
- Co jest słońce.?
- To do Ciebie.
- Już idę. – powiedział i po chwili był już w przedpokoju. – Mamo ! Co wy tu robicie? Czemu nie zadzwoniłyście, że przyjeżdżacie wyjechał bym po was na lotnisko.
- Cześć synku. Chciałyśmy zrobić Ci niespodziankę.
- Mam nadzieję, że się udała. – powiedziała młodsza kobieta.
- Udała się. – powiedział uśmiechając się.
- Nie przedstawisz nas? – spytała siostra Roberta.
- Mamo to moja dziewczyna Weronika.
- Dzień Dobry. – powiedziała mama Roberta.
- Dzień Dobry. – również się przywitałam.
- Iwona.
- Weronika.
- A mnie to już nie przedstawisz. – powiedziała obrażonym głosem jego siostra.
- A to moja siostra.
- Milena. Cześć.
- Weronika. Hej. – odpowiedziałam jej z uśmiechem.
- Wejdźcie do środka. – powiedział Lewy do siostry i mamy wskazując im salon. Kobiety zdjęły kurtki i poszły w kierunku wskazanego miejsca. My również ruszyliśmy w tamtym kierunku. Każdy siedział już wygodnie na kanapie, kiedy nagle mama Roberta spytała :
- Jak się poznaliście?
- Długo by opowiadać. – odpowiedział mamie Lewy.
- Mamy czas. – powiedziała jego siostra.
- Może się panie czegoś napiją? – spytałam.
- Ja bym poprosiła kawę. – powiedziała pani Iwona.
- A ja herbatę.- powiedziała Milena.
- Robert a ty coś chcesz?
- To może ja pójdę zrobić, a wy tu sobie porozmawiacie. – powiedział po czym podszedł i pocałował mnie w policzek.
- Dobrze. – odpowiedziałam uśmiechając się do niego. Lewy poszedł do kuchni a ja zostałam z jego mamą i siostrą.
- Skoro nasz kochany Robert się zmył to może ty nam opowiesz jak się poznaliście? – spytała i zarazem poprosił jego siostra.
- Kochanie a ty co chcesz do picia? – zawołał z kuchni Robert.
- Herbatę. – powiedziałam.
- To jak dowiemy się jak się poznaliście? – spytała jeszcze raz pani Iwona.
 - Jakiś czas temu przyjechałam razem z przyjaciółką do Dortmundu na studia. Drugiego dnia naszego pobytu Klaudia dowiedziała się, że Borussia ma otwarty trening i z wielką chęcią poszłyśmy. Będąc na stadionie przyjaciółka pobiegła pędem na trybuny a ja sobie powoli szłam w ich stronę. Po drodze napotkałam Roberta co mnie bardzo ucieszyło. Później dołączyłam do przyjaciółki. Po treningu chłopaki zeszli z murawy a my zostałyśmy jeszcze trochę na trybunach rozmawiając. Po chwili usłyszałyśmy, że ktoś się zbliża, przestałyśmy rozmawiać i się odwróciłyśmy. Byli to piłkarze BvB. Kolega Roberta w imieniu ich wszystkich zapytał się nas czy nie poszłybyśmy z nimi do pobliskiej kawiarni. My się zgodziłyśmy no i poszłyśmy. I tam się wszystko zaczęło. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy i w tym samym momencie do salonu wszedł Robert z zamówieniami.  
- No to znacie już historię naszego poznania. – powiedział i usiadł koło mnie. Rozmawialiśmy jeszcze dobre dwie godziny.
- Dobra synek my będziemy już lecieć, bo za godzina mamy samolot. – powiedziała pani Iwona.
- To zaczekajcie ja was odwiozę. – powiedział po czym wszyscy skierowali się w stronę przedpokoju. Wszyscy byli już ubrani.
- Miło było Cię poznać Weroniko, mam nadzieję, że się jeszcze nie raz spotkamy. – powiedziała mama Roberta z uśmiechem na twarzy.
- Mi również było miło panią poznać. – powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Do zobaczenia, mam wielką nadzieję, że nie długo. – dodała Milena.
- Również mam taką nadzieję do zobaczenia. –powiedziałam i dwie kobiety po chwili były już na zewnątrz.
- Wracam niedługo. – powiedział Lewy i pocałował mnie zanim wyszedł. Jak zostałam sama poszłam do salonu po szklanki, które tam stały, zaniosłam je do kuchni i umyłam. Potem poszłam do salonu i włączyłam sobie telewizor. Zaczęłam skakać po kanałach, aż w końcu znalazłam jakąś komedię. W końcu do domu wrócił Robert.
- Już jestem. – krzyknął wchodząc do domu. Po chwili znalazł się w salonie. Usiadł koło mnie i pocałował. Spojrzałam na zegarek była już 22.
- Ja już będę się zbierać. – powiedziałam do Lewego.
- Może zostaniesz u mnie na noc?
- Przecież nie mam żadnych rzeczy. – powiedziałam i usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Leżał na stoliku. Szybko po niego pobiegłam. Odebrałam i usłyszałam zaniepokojony głos Moritza:
- Cześć. – powiedział.
- Cześć. Coś się stało? – spytałam zdenerwowana.
- Pogotowie zabrało przed chwilą Klaudie do szpitala….
- Czemu?
- Właściwie to nie wiem. Wróciłem do domu z zakupów. Zostawiłem je w kuchni. Myślałem, że Klaudia jest w salonie, ale jak do niego wszedłem jej tam nie było, więc poszedłem na górę,  zobaczyłem ja leżącą na podłodze w łazience a koło niej leżała jakieś pudełko po lekarstwach…..